Nieokreślone podróże [„Music for film” Michała Jacaszka]

Odkąd Michał Jacaszek wydał w 2008 r. swój album „Treny”, środowisko filmowe nie przestaje się interesować jego muzyką. Pokłosiem tego zainteresowania jest nowa, wyjątkowa płyta Jacaszka – „Music for film”.

Na początku usłyuszymy „49”, utwór ze spektaklu telewizyjnego „Golgota wrocławska”, od którego rozpoczęła się współpraca Michała Jacaszka z Janem Komasą (wspólnie zrealizowali obie części „Sali samobójców”). Kompozycja ta jest niczym muzyczna metafora zamyślenia – w partii fortepianowej pełna ukrytej nostalgii, mikrozmian w smyczkach, z czasem nabierająca intensywności, ale w niektórych słuchaczach najpewniej kierująca myśli ku tajemnicy przemijania, co zresztą wydaje się spójne z tematyką obrazu, do którego została napisana. Odmienne wrażenie sprawia drugi utwór, „The Iron Bridge” z filmu o tym samym tytule w reżyserii Moniki Jordan-Młodzianowskiej – tajemniczy, oszczędny w środkach, powściągliwy emocjonalnie i zarazem bardzo współczesny w brzmieniu, aczkolwiek dziś pojęcie współczesności niepokojąco wymyka się wszelkim znanym i określonym ramom. Pewien minimalizm odnajdziemy także w trzeciej kompozycji na płycie, „November Early” z filmu „November” w reżyserii Rainera Sarneta, którego nazwisko pojawia się zdecydowanie najczęściej na krążku. Punktualistyczne smyczki są tu przeciwstawione płynnym melodiom fortepianowym, które rozpuszczają się w całości brzmienia niczym esencja herbaty w gorącej wodzie w chłodny wieczór.

Na tym tle nieco groteskowo wypada czwarty „Twelve Years”, choć jest to jednocześnie może i najbardziej charakterystyczna oraz porywająca kompozycja na płycie, nieco transowa w brzmieniu, zaś piąty „Dance” ma w sobie moc i zdecydowanie, ale jego „taneczność” jest już raczej czysto umowna. Obie kompozycje także pochodzą z produkcji „November”, podobnie jak i szósta, „Christ Blood Theme”, w której chóralne brzmienie zostaje zestawione w drugiej części z natarczywym, wdzierającym się w kojącą harmonię brzmieniem instrumentu dętego, zaskakująco rozrywającym przesłanie pokoju i anielski nastrój nagrania niczym w przypowieści biblijnej o tym, jak siedem trąb zburzyło Jerycho. Bo pełna mistycyzmu, a zarazem współczesnej refleksji jest muzyka Jacaszka w „Music for film”, a z racji swojego filmowego przeznaczenia oddziałuje na wyobraźnię, tworząc w niej obrazy iście poetyckie, psychodeliczne wizje podsycane współbrzmieniem niekiedy dudniącej, pulsującej, innym razem ambientowej elektroniki śmiało konfrontowanej z akustycznymi samplami. „Liina” zabrzmi niczym muzyka cieni („November”), „Encounter Me in The Orchard” nie przez przypadek przyniesie ze sobą wspomnienie „Sonaty księżycowej” Ludwiga van Beethovena, „November Late” wyciszy nas i uspokoi po silnych emocjach, do których prawdopodobnie nawet nie będziemy chcieli się sami przed sobą przyznać („November”), a ostatni, „The Zone” z filmu „He Dreams of Giants” w reżyserii Lou Pepe i Keitha Fultona, pozostawi w nas uczucie dziwnej tęsknoty.

„Music for film” z jednej strony zachęca nas do obejrzenia filmów, do których ścieżki dźwiękowe pisał Jacaszek, z drugiej pozostaje albumem z muzyką, która może funkcjonować autonomicznie, nie tracąc nic na swojej wartości poznawczej i artystycznej. Słuchając jej, nie można też oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z twórcą operującym prostymi środkami, ale posługującym się nimi z perspektywy pewnej duchowej głębi czy też życiowego doświadczenia – bądź z twórcą, który po prostu potrafi bardzo indywidualnie, kreatywnie i refleksyjnie podejść do spraw na pozór zwyczajnych. Oczywiście jest to tylko odczucie, bo przecież mamy do czynienia ze sztuką niesemantyczną w chwili, gdy pozbawimy ją osadzenia w kontekście opowieści srebrnego ekranu. Można zaryzykować stwierdzenie, że „Music for film” jest jak kręgi na wodzie: pod spodem głębia, na powierzchni spokojny ruch świadczący o tym, z jakim pięknem mamy do czynienia. Nie brakuje tu odważnych zestawień – tradycja miesza się tu z nowoczesnością, klasyka z ambientem i klubową aurą. Ale właśnie to wszystko jest tylko refleksem światła, jakie możemy dzięki niej odnaleźć – staje się ona katalizatorem naszych wewnętrznych podróży, z których rzadko chcemy powrócić, nawet jeśli przychodzi nam w nich zmierzyć się samemu ze sobą. Jednak tylko w ten sposób przychodzi oczyszczenie, a muzyka może w tym bardzo pomóc.

(MB)

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów