Morze malowane dźwiękiem

08.04.2015
<p><em>Fot. Marek Lubner</em></p>

Ten koncert mógłby się odbyć w ramach manifestu: Łódź żąda dostępu do morza! Niestety, biorąc pod uwagę trudności, jakie przeżywają mieszkańcy w związku z nasiloną modernizacją miasta, myślę, że to zbyt wyrafinowany pomysł.

Czasami jednak życie przygotowuje nam niespodzianki, szczególnie mile widziane w czasie ostatnich dni nawet tak łagodnej zimy, gdzie muzyka może rozjaśnić zszarzałą aurę.
Orkiestra Symfoniczna Łódzkiej Filharmonii pod batutą Daniela Raiskina zaprowadziła melomanów wprost nad sam brzeg morza, przywołując repertuar francuskich kompozytorów z udziałem specjalnego gościa – mezzosopranistki Stefanie Iranyi. Nie jest jednak moim zamiarem muzyczne pozycjonowanie wydarzenia, bycie sprawozdawcą z siódmego rzędu, którego relacja określi przebieg koncertu szerszej publiczności. W muzyce interesuje mnie człowiek i ukryte konteksty, które twórca wnosi świadomie i w sposób ukryty, symboliczny. Przenosi sens ku przyszłości i oddaje możliwość komentarza kolejnym wykonawcom.

Muzyczny motyw morza ukrył głębsze treści zawarte w symbolicznym znaczeniu wody. Koncert otworzyła kompozycja Oliviera Messiaena „Zapomniane ofiary” powstała jako nieliturgiczny, religijny utwór człowieka zakorzenionego w tradycji katolickiej. Odsłoniła sakralne, oczyszczające znaczenie wody. Unikalne układy współbrzmieniowe właściwe Messiaenowi nie ciążyły w kierunku ekspiacyjnym. Napięte, długie frazy ukazywały skutki braku miłości, ale w ostateczności przemawiały do największego przymiotu Boga – miłosierdzia, a w kontraście do żalu nad ludzkimi skamieniałymi sercami.


Fot. Marek Lubner
 

”Poemat miłości i morza” Ernesta Chaussona przedwcześnie zmarłego kompozytora, prawnika, wykonała Stafanie Iranyi. Dramatyczny język miłości przypominał zmienny charakter morza, jego nieprzewidywalność. Najbardziej zmysłowy wymiar ludzkiej egzystencji przywoływał ciemny, dojrzały ton mezzosopranu. Może bez nuty szaleństwa, ale skutecznie przeprowadzał słuchacza przez sztormy, odpływy, przypływy miłosnych zawirowań. Głębię czy lukrowaną powierzchowność.

Po przerwie przyszedł czas na wielkich impresjonistów Maurice`a Ravela („Barka na oceanie”) i Claude`a Debussy’ego (tryptyk ”Morze”). Trzecia część cyklu „Zwierciadła” Ravela brzmiała jak marynistyczna opowieść. Muzyka sugestywnie imitowała dźwięki natury, swobodnie przechodziła przez kolejne wodne wcielenia. Przywoływała w wyobraźni malarstwo Wiliama Turnera czy bliższe Ravelowi prace i techniki Claude’a Moneta czy Auguste’a Renoira.
Trzy szkice symfoniczne „Morze” Debussy napisał owładnięty fenomenem żywiołu. Wielu kompozytorów ukochało morze, szukając w nim natchnienia i odnajdując odprężenie po procesie tworzenia. Debussy jednak nie był dosłowny w swoim morskim przekazie. Przefiltrował morze przez własną osobowość. Twierdził: „Morze ma duszę. Przychodzi i odchodzi”. Jego morze zabrzmiało w Łodzi łaskawymi, lśniącymi i zmiennymi dźwiękami. Dużo w nim jasnych kolorów, przestrzeni, ruchu i światła. Tak wybrzmiał symbol nieskończoności ducha. Bez sztormu, ale i bez koła ratunkowego, klasycznie budując dźwięki niczym lustro wody konieczne do przyjrzenia się nie tylko zewnętrznemu obliczu.

Z Łodzi dla Presto relacjonuje Vanessa Rogowska

P.S. Komentarzem do tekstu są zdjęcia Marka Lubnera, prawnika, melomana i miłośnika morza, które nieustannie fotografuje w dużych zbliżeniach.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Dodaj komentarz