Cisza zamiast oklasków [Łucja z Lammermoor z Opery Śląskiej online]

10.12.2020
fot. Krzysztof Bieliński

Takie mamy czasy, że spektakle i koncerty muszą odbywać się online, co może z jednej strony jest frustrujące, ale też z drugiej daje nowe możliwości. Przekonaliśmy się o tym pewnego grudniowego wieczoru, gdy Opera Śląska w Bytomiu wznowiła „Łucję z Lammermoor”.

Spektakl oparty na premierze z 2008 r., za który to przed laty Karina Skrzeszewska otrzymała Złotą Maskę, dziś w odnowionej nieco obsadzie, zagościł na deskach śląskiej sceny. Z oczywistych powodów widzowie nie mogli zasiąść na widowni. Można powiedzieć, że opera tym razem wyszła do widza. Obawiałem się bardzo jakości transmisji, a w szczególności obrazu. Jakże miłym zaskoczeniem był fakt, że spektakl nadawano w jakości Full HD – 1080p. Dało to możliwość przerzucenia obrazu z ekranu komputera na telewizor, co znacznie wpłynęło na odbiór. Trzeba docenić pracę realizatorów - jakość transmisji nie różniła się niczym od spektakli transmitowanych w kinach na żywo z Metropolitan Opera czy innych teatrów. Podkreślam tutaj fakt transmisji, gdyż od początku pandemii miłośnicy opery mogli korzystać ze streamingu z różnych scen świata, lecz były to retransmisje wcześniej nagranych przedstawień. Opera Śląska zdecydowała się na transmisję live – z pełnym sukcesem. Dodatkowym atutem takiej transmisji okazała się możliwość czatowania na bieżąco na kanale YouTube. Wymiana uwag, emocji, wzruszeń towarzyszyła całej transmisji. Jak ktoś to określił – oglądający stworzyli swoiste party podczas spektaklu. Coś, co przecież nie byłoby możliwe, gdybyśmy wszyscy spotkali się w teatrze. Z biegiem czasu stworzyła się bardzo miła atmosfera. Podziękowań dyrekcji i realizatorom nie było końca.


fot. Krzysztof Bieliński

Partię Łucji zaśpiewała Gabriela Gołaszewska. Młoda sopranistka, laureatka XIV Teatralnych Nagród Muzycznych im. Jana Kiepury – w kategorii najlepsza śpiewaczka operowa 2019, pokazała niesamowitą dojrzałość sceniczną, zarówno wokalną, jak i aktorską. Niezwykle czysto wykonała wszelkie koloratury, na które przecież tak czeka publiczność. Pełne zaangażowanie w rolę miało swoją kulminację w scenie obłędu, gdzie z towarzyszeniem harmoniki szklanej wzniosła się na wyżyny swojego talentu. Czekałem na tę scenę, gdyż pamiętam ją w wykonaniu wspomnianej już przeze mnie Kariny Skrzeszewskiej. Pani Gabriela pozwoliła nam przeżyć równie wspaniałe emocje. Jak podkreślali widzowie – obłęd malował się w jej oczach, a śpiew wzruszał na poziomie największych sopranów światowych scen.

A skoro już przy scenie obłędu jesteśmy… Franck Chastrusse Colombier, który objął kierownictwo muzyczne nad spektaklem, zdradził podczas przygotowań do wznowienia bardzo ciekawy szczegół. „W scenie obłędu Łucji w większości inscenizacji wykorzystywany jest flet; tymczasem w oryginalnym zamyśle kompozytora miała to być harmonika szklana – i tak też będzie w naszej inscenizacji”. Ten mało znany instrument wniósł we wspomnianą scenę wiele subtelności. Delikatności, jaką nacechowana jest tutaj sama Łucja. Świetnie została ona podkreślona właśnie przez delikatny dźwięk harmoniki szklanej, na której mistrzowsko zagrała Christa Schönfeldinger. Artystka, na co dzień tworząca wraz z mężem duet harmonik szklanych, przyjechała wraz ze swoim instrumentem aż z Wiednia. Warto podkreślić, że harmonika szklana po raz pierwszy zabrzmiała w polskim teatrze, co niewątpliwie również jest sukcesem realizatorskim bytomskiej sceny.

Równorzędnym partnerem gwiazdy wieczoru był Łukasz Załęski w roli Edgara. Podczas premiery w 2008 r. to on właśnie, jako młody tenor, wykonywał tę partię na deskach Opery Śląskiej. Dziś głos Łukasza Załęskiego jest już bardzo dojrzały, jego gra aktorska również dojrzała przez te lata, przez co obie te role – Łucji i Edgara – współbrzmiały bardzo odważnie, momentami wręcz brawurowo. Uważam, że finałowa aria Edgara również nie odbiegała od najlepszych wykonań znanych tenorów światowych scen.

Wreszcie trzecią osobą, która również pamięta premierę z 2008 r., był Stanisłav Kuflyuk w roli Enrica – brata Łucji. Ten dobrze znany widzom Opery Śląskiej śpiewak odegrał swoją demoniczną rolę równie ciekawie. Partia zaśpiewana mocnym barytonem budziła autentyczną grozę. Jak podkreślał artysta, nie jest to wdzięczna rola, bo Enrico doprowadza do samobójstwa Łucji, będąc przecież bratem bohaterki. Potrzeba więc było głosu, który ową demoniczność ukaże w sposób dobitny, a to właśnie uczynił Stanisłav Kuflyuk podczas spektaklu 5 grudnia.


fot. Krzysztof Bieliński

W pozostałych rolach zobaczyliśmy również dobrze znanych solistów Opery Śląskiej: Annę Borucką w roli Alicji i Adama Sobierajskiego w roli Artura oraz Zbigniewa Wunscha w roli Rajmunda i Grzegorza Biernackiego w roli Normana.

Na uwagę zasługuje także szczególna forma przygotowania teatru. Orkiestra zasiadła tam, gdzie zazwyczaj znajduje się widownia. By mogło tak się stać, usunięto wszystkie fotele, a muzycy zajęli całą część widowni. Chór stał na pierwszym balkonie, skąd jak zwykle wspaniale prowadziła go pani Krystyna Krzyżanowska-Łoboda.

Jedynym mankamentem tego spektaklu – co mocno podkreślali uczestnicy czatu – była ogłuszająca cisza w miejscu, w którym zazwyczaj brzmią oklaski. Podczas ukłonów bardzo ich brakowało, a śmiem przypuszczać, że nie obyłoby się bez owacji na stojąco. Podkreśliło to ową nieśmiertelną prawdę, że teatr bez widowni jest jednak bardzo smutny. Jakkolwiek dobrze byłoby zrealizowane, nawet najpiękniejsze dzieło, przez najlepszy zespół, to teatr zawsze potrzebuje widza, a opera tym bardziej.

Ks. Adrian Nowak

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Dodaj komentarz