Kino familijne: „Smoczy Książę”

Najbardziej niezwykła w fantastycznej krainie „Smoczego Księcia” jest jej zwyczajność. Świat wykreowany przez współtwórcę takich animacji, jak popularny „Avatar: Legenda Aanga”, choć zachwyca magicznymi zdarzeniami, to zaskakuje problemami, z którymi spotyka się każdy człowiek.

Kino familijne nie jest gatunkiem, który budzi w mojej głowie przyjemne skojarzenia. Musi ono być przystępne dla dzieci, a to w głowie wielu twórców równa się prostej fabule, jednowymiarowym postaciom i wątkom, które w najlepszym wypadku niosą ze sobą oczywistą alegorię. Filmy, zamiast stawiać się przystępne dla dzieci, staja się infantylne. „Smoczy Książę” odbiega od tego stereotypu na tyle, że po kilku odcinkach zapomniałem, że kategoria wiekowa tej animacji to zaledwie „7+”.

Nie oceniaj książki po okładce

Cała historia animacji wykreowanej przez Aarona Ehasza i Justina Richmonda (przy współpracy z Netflixem) dzieje się w Xadii – krainie, która jest podzielona pasmem gór na część zamieszkiwaną przez magiczne elfy i cześć zamieszkiwaną przez ludzi. Fabuła rozpoczyna się, gdy elfy chcą zaatakować ludzkie miasto w zemście za zabicie smoczego króla i zniszczenie jego ostatniego jaja. Jedna z głównych bohaterek – elfka Rayla – odkrywa, że jajo, w którym jest tytułowy Smoczy Książę, zostało tak naprawdę skradzione i ukryte. Razem z dziesięcioletnim księciem Ezranem i jego starszym bratem – księciem Callumem, pomimo początkowych niesnasek, wyruszają z misją odniesienia jaja na miejsce. Robiąc to wbrew rodzinie, znajomym i bliskim, mają nadzieję odnowić pokój między ludźmi i elfami.

Główny wątek zaznacza już więc obecność poważnego i aktualnego problemu społecznego. Oto mieszkańcy jednego państwa nie lubią tych drugich – i na odwrót. Takie postawienie problemu ksenofobii w centrum animacji może się wydawać nieodpowiednie dla dzieci. Twórcy nie starają się jednak tworzyć nachalnych i nawiązujących do polityki (aktualnej czy historycznej) alegorycznych opowieści. Jest to raczej nauka, by „nie oceniać książki po okładce” i nie określać ludzi tylko ze względu na ich pochodzenie. Przewija się ona przez całą historię i koresponduje nieustannie z działaniami bohaterów. Nie jest jednak przedstawiana ostentacyjnie i za każdym razem otrzymuje nieco inną oprawę i wydźwięk. Z drugiej strony, znając kontekst rasizmu we współczesnym świecie, starsze osoby również mogą odnaleźć w tym wątku interesujące, a nawet odkrywcze treści.

Nie bez powodu wspominam i tyle zdań poświęcam problemom społecznym ukazanym w tej animacji. To właśnie dostrzeżenie i odpowiednie przekazanie ich w formie odpowiedniej dla dzieci jest doceniane przez wielu recenzentów. Również bohaterowie i bohaterki, które zazwyczaj nie cieszą się dużą reprezentacją w innych produkcjach, znajdują w historii stworzonej przez studio Wonderstorm swoje miejsce. Przykładowo: jedna z ważniejszych bohaterek jest osobą niesłyszącą, która bez problemu porozumiewa się ze swoimi żołnierzami. Pojawia się również wątek królowej, którą wychowały dwie mamy. Co ważne – te odróżniające cechy postaci nie stają się ich całą tożsamością i tym bardziej pozwalają w oczach odbiorców nie szufladkować tych osób.

Nie tylko treść

Od strony technicznej serial również nie zawodzi. Animacja, choć początkowo nie przekonała mnie do siebie, z pewnością pomogła wykreować świat inny od wszystkich. Łączy ona bowiem rysunkową grafikę 2D i przestrzenną animację komputerową. W pierwszych odcinkach te dwie materie wyraźnie kontrastowały ze sobą na ekranie, co czasem pochłaniało zbyt wiele uwagi. W kolejnych sezonach twórcy, reagując na komentarze widzów, poprawili jednak jakość animacji.

Wyraźnie rozwijała się również historia tworzona przez dobrze wykreowane postacie. Fabuła, pomimo podziału na trzy, a czasem cztery historie, budowała napięcie i doprowadziła wszystkie postaci do wspólnego punktu kulminacyjnego. Dodatkowo stawiała młodych bohaterów, przed całkiem dorosłymi dylematami, które nie opierały się na łatwym i oczywistym wyborze. Decyzje te – często  niełatwe – przełamywały bajkowy stereotyp, głoszący że dobro jest krystalicznie jasne, a zło - ciemne i brzydkie.

I kto to zrozumie?

Można się zastanowić, czy te wszystkie znaczenia odczyta ośmiolatek? Prawdopodobnie nie… Ale nic w tym złego. W czasach, gdy serial jest na wyciągnięcie ręki w serwisie streamingowym, może on być fajną przygodą, do której taki młody widz może wracać i z wiekiem odnajdywać w niej nowe treści. Widzę jednak, po krótkim przeglądzie grup fanowskich, że fandom serialu wcale nie ogranicza się do uczniów szkoły podstawowej (w końcu i ja się w nim znajduję).

Niezależnie od wieku widzów animacja „Smoczy Książę” może nie tylko wciągnąć oglądającego w fantastyczny świat, lecz także przekazać poważne treści w zaskakująco prosty sposób. I nie zapominajmy o tym, co oczywiste – to niezwykle wciągająca opowieść fantasy. Czwarty sezon (a po nim prawdopodobnie jeszcze trzy kolejne) już niedługo. Ja już czekam!

Wojciech Gabriel Pietrow

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów