Joanna Woźny: Komponując, czuję się wolna

Materiały promocyjne festiwalu Warszawska Jesień, foto: J.J. Kucek

Język muzyczny każdego twórcy ma określoną stylistykę. Gdy brakuje słów, muzyka staje się formą komunikacji, ale i język może stać się muzyką, zbiorem dźwięków pozbawionych znaczeń. O muzyce i języku opowiada kompozytorka Joanna Woźny, której utwór wykonano w finale tegorocznej „Warszawskiej Jesieni”. Rozmawia Maja Baczyńska.

Maja Baczyńska: Zawód: kompozytorka. Dlaczego zajęła się Pani komponowaniem muzyki i czy Pani wykształcenie filozoficzne jakoś przyczyniło się do tego wyboru?

Joanna Woźny : Szczerze powiedziawszy, rozpoczęłam studia kompozytorskie trochę przez przypadek. Chciałam studiować teorię muzyki i nie wiedziałam, że na tej uczelni, na którą zdawałam, takiego kierunku wtedy nie było, za to była kompozycja (obecnie w Grazu jest już i teoria muzyki). Nie wiedziałam więc, że de facto zdaję na kompozycję. Koniec końców zaczęłam te studia, ponieważ spotkałam się na uczelni w Grazu z gościnnością i serdecznością, które dodały mi odwagi, aby podjąć wyzwanie i kontynuować naukę. Właściwie studia filozoficzne rozpoczęłam również przypadkowo, będąc jeszcze w Polsce. Były one dla mnie bardzo ważne. Myślę, że dzięki tym studiom zwróciłam uwagę na język, na posługiwanie się językiem. Język wyraża nasze myśli, ważne jest, żeby używać go precyzyjnie.

Czy nigdy nie żałowała Pani decyzji o wyjeździe z Polski, czy była ona trudna? I co odnalazła Pani za granicą, czego być może nie znalazła u nas w kraju?

W momencie opuszczania Polski było mi bardzo trudno. Po latach mogę stwierdzić, że przez opuszczenie miejsca rodzinnego wiele na pewno straciłam, ale wiele też zyskałam. Generalnie myślę, że przez emigrację i opuszczenie ojczyzny traci się jakby taką ochronną otoczkę, o której istnieniu praktycznie się nie wie, kiedy się ją ma na co dzień. Tej otoczki nie da się niczym zastąpić. Podobnie jest z dzieciństwem – jeżeli ma się pewne deficyty, nigdy nie da się ich w pełni wyrównać, ale można nauczyć się z nimi żyć.

Myślę, że gdybym nie wyjechała za granicę, moje losy potoczyłyby się zupełnie inaczej. W Polsce dwa razy próbowałam się dostać na studia muzyczne, niestety bezowocnie. Trzeci raz bym już może nie próbowała… Muszę też powiedzieć, że mimo wszystko jestem bardzo związana z moim krajem, śledzę jego losy – ostatnio patrzę ze smutkiem na rozwój sytuacji politycznej w Polsce.

Czy według Pani istnieje jakaś różnica w podejściu do kobiet i mężczyzn w postrzeganiu zawodu kompozytora?

Wiele by można na ten temat powiedzieć, niekoniecznie jednak da się zająć jednoznaczne stanowisko w tej sprawie! W Austrii poświęca się bardzo dużo uwagi tematom dotyczącym pozycji kobiet w sztuce. Dla mnie była to początkowo kwestia obca, ponieważ w komunistycznej Polsce, w której dorastałam, nie mówiło się o problematyce równouprawnienia.

Ono istniało w ten sposób, że kobiety po prostu pracowały i to był również mój wzorzec. Nie można jednak zaprzeczyć, że kobiety (a co za tym idzie, również artystki) są inaczej traktowane niż mężczyźni. Istotne jest jednak to, że kobiety potrzebują wzorców, żeby móc odważyć się na realizację swoich celów bądź marzeń.

W ostatnich latach wiele się dzieje w kwestii wspomagania kobiet kompozytorek. Powstały różne festiwale, na których wykonuje się wyłącznie muzykę kobiet. Ja rozumiem te tendencje, uważam jednak, że to znowu stwarza rozgraniczenia.

A co Panią szczególnie interesuje w muzyce, czy na przestrzeni lat to się zmienia?

W muzyce cenię bardzo jej wieloaspektowość, to, że pozwala się dostosować do indywidualnych potrzeb. Jest wieloznaczna. Niemal każdy znajduje w niej coś innego – zależnie od tego, czego szuka i potrzebuje. Komponując, czuję się wolna. Myślę, że np. literatura bardziej wiąże, bardziej dookreśla i przez to ogranicza.

Jak czytałam w programie tegorocznej Warszawskiej Jesieni, odbywającej się pod hasłem „Muzyka i język”, najważniejsze aspekty Pani nowej, zamówionej przez festiwal i Filharmonię Narodową kompozycji „canti in/versi”, to połączenie brzmienia ludzkiego głosu z dźwiękami i próba pozbawienia języka semantyki. Pojawia się też pojęcie „cętkowanej ciszy” – czym ona jest, jak ją rozumieć? I w jakim dokładnie celu postanowiła tu Pani pozbawić język semantyki?

Od pewnego czasu fascynują mnie dźwięki pomieszczeń na pozór „milczących”. Bo takiego całkowitego milczenia praktycznie nie ma. Słuchałam kiedyś nagrania pewnego motetu z katedry Notre Dame i na początku, zanim właściwe nagranie się rozpoczyna, słychać jedynie atmosferę katedry – niski szum. I to mnie bardzo interesuje: odgłosy „pustych” pomieszczeń.

Co do wyzbycia języka semantyki – zbliża się on przez to do czystego dźwięku. Da się to porównać do sytuacji, kiedy słucha się obcego języka – można wtedy usłyszeć jego melodię, sam dźwięk. Jeżeli ten język rozumiemy, takie „czyste” postrzeganie nie jest już możliwe.

Zatem język w Pani utworze zmusza nas do zrobienia paru kroków w tył, aby osiągnąć stan „przedrozumienia”?

W moim nowym utworze na chór „canti/in versi” używam języka zarówno jako nośnika dźwięku, jak również jako nośnika przekazu semantycznego. Nowe aspekty semantyczne mogą powstawać także poprzez użycie w paśmie elektroniki dźwięków konkretnych, czyli pochodzących z otoczenia. Innym aspektem kompozycji jest zastosowanie dźwięków wygenerowanych syntetycznie, które w swoim brzmieniu są podobne do ludzkiego głosu, jak i odwrotnie – w partii chóralnej użycie dźwięków, które równie dobrze mogłyby być wytworzone syntetycznie. Takie wzajemne przenikanie się tych dwóch materii bardzo mnie interesuje.

Czy ma Pani konkretne oczekiwania wobec wykonawców, co Pani ceni sobie w tego typu współpracy? I jak wyglądało to w przypadku „canti/in versi”?

Byłoby dobrze, gdyby dało się nie tylko odtwarzać utwory współczesne, ale również je zgłębiać. Często prawykonania sprowadzają się do prawidłowego zagrania lub zaśpiewania utworu, nie starcza już czasu na to, żeby się z tym nowym utworem oswoić, żeby on zaczął żyć własnym życiem. Mam oczywiście świadomość, że ma to związek z bardzo ograniczonymi środkami finansowymi, jakimi dysponują placówki odpowiedzialne za organizację prób i że te życzenia muszą pozostać w sferze marzeń. Niemniej myślę, że wykonawcy niejednokrotnie mogliby bardzo dużo wnieść do utworów, a nie zawsze jest to możliwe. Często też nie mają na to odwagi.

Zgadzam się. Jednak z perspektywy wykonawcy muszę nadmienić, że nie każdy twórca na taką „reinterpretację” jest gotowy i otwarty. Jak daleka może być ingerencja interpretatora? W przypadku kompozytorów takich jak Pani istnieje możliwość twórczego dialogu, ale co jeśli takiej możliwości z przyczyn niezależnych nie ma?

Być może trudno jest poddać nową muzykę interpretacji, ponieważ brakuje praktyki wykonawczej w przypadku tej muzyki. Inną przyczyną może być to, że muzyka nowa stwarza własne formy i niemal każdy utwór jest nowym, zamkniętym światem. Trudno więc jest czerpać ze znanych wzorców. Ale zawsze można spróbować oswoić się z utworem, na przykład przez analizę. Ja jestem otwarta na interpretacje. Każdy wykonawca jako jednostka wnosi swoją osobowość w wykonanie utworu. Swoją przeszłość, teraźniejszość. Swoje doświadczenia, oczekiwania, słabości. Uważam, że to może być bardzo ciekawe!

Jakiej muzyki Pani słucha na co dzień?

Słucham utworów bardzo zróżnicowanych stylistycznie. Z uwagi na mój zawód (pracuję w Akademii Muzycznej – University of Music and Performing Arts Graz) siłą rzeczy słucham sporo muzyki poważnej z niemal wszystkich epok.

A znajduje Pani przestrzeń na pasje pozamuzyczne?

Mam szczęście mieszkać w domu z ogrodem. Bardzo lubię spędzać czas wśród przyrody. Fascynują mnie rośliny i ich natura. To, jak rosną i czy rosną, dlaczego pewne rośliny rosną w towarzystwie innych itd. Interesuje mnie żywotność niektórych roślin. Poza tym bardzo lubię czytać książki.

Żyjemy w trudnych czasach, w których trudno cokolwiek planować, lecz mimo to chciałabym zapytać o Pani twórcze plany na rok 2021.

Planuję dwa bardzo ciekawe projekty, jeden w Polsce, drugi w Niemczech. Nie chcę na razie zdradzać szczegółów, mam tylko nadzieję, że uda się je zrealizować w nieograniczonym „wirusowymi okolicznościami” wymiarze.

 

 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów