Jan Zarzycki: Trzeba odnaleźć radość we wspólnym muzykowaniu

fot. arch. artysty

O edukowaniu melomana, pracy zespołowej, działalności muzycznej oraz nowej płycie „Flute Essentials” z dyrygentem i dyrektorem Filharmonii Kameralnej im. Witolda Lutosławskiego w Łomży Janem Zarzyckim rozmawia Maria Nowrot.

Maria Nowrot: Na płycie „Flute Essentials” znajdziemy utwory Bacha, Piazzolli, a także dwóch mniej znanych kompozytorów: Błażewicza i Dopplera. To utwory w różnych stylach, z różnych epok, a jednak, słuchając płyty, ma się wrażenie pewnej emocjonalnej spójności, kontynuacji. Co powoduje ten efekt?

Jan Zarzycki: Repertuar zwykle układa się według jakiejś logiki, bywa ona bardzo różna. Myślą przewodnią może być epoka, gdy wykonujemy np. koncert muzyki barokowej. Może nią też być narodowość kompozytorów, np. koncert muzyki polskiej, który rozpoczynamy od Jarzębskiego, a kończymy utworem Kilara. Bywają jednak inne spoiwa: kiedyś byłem na koncercie, na którym wszystkie utwory były utrzymane w tonacji D-dur. W przypadku płyty „Flute Essentials” repertuar zaproponowali w całości nasi soliści: Łukasz i Agata Długoszowie, a jego wspólnym mianownikiem jest obsada wykonawcza: dwa flety z towarzyszeniem orkiestry.

Jest to bardzo różnorodny repertuar...

Zależało nam, żeby ten repertuar był eklektyczny, ponieważ chcieliśmy dotrzeć do różnych grup słuchaczy: zarówno do odbiorcy wyrafinowanego, który doceni znakomity współczesny koncert Marcina Błażewicza, jak i mniej osłuchanego z klasyką, któremu pewnie bardziej spodoba się Astor Piazzolla. Tu wkraczamy już przecież niemal w sferę rozrywki… Chcieliśmy, żeby początkujący meloman też znalazł tam coś dla siebie, a może przy okazji miał okazję przekonać się do utworów utrzymanych w innej stylistyce.

Czyli zakłada Pan, że ktoś kupi album ze względu na Piazzollę, a przy okazji pozna współczesny repertuar fletowy?

Nie nastawiamy się na sprzedaż. Wiadomo, że dzisiaj na płytach z muzyką klasyczną się nie zarabia, a dystrybucja jest bardzo trudna. Ale taka płyta jest świetną wizytówką filharmonii, eleganckim prezentem, który wręczamy na przykład samorządowcom zainteresowanym naszą działalnością, oficjelom, których zapraszamy na koncerty, czy po prostu naszym melomanom. Ważne, aby każdy z nich znalazł na tej płycie coś dla siebie.

Jakie jeszcze metody stosuje Pan, żeby dotrzeć do szerszego kręgu odbiorców?

Dobrą metodą jest oczywiście sięganie po popularny repertuar klasyczny. Można zaryzykować łączenie stylów – w koncercie z lżejszym programem przemycić coś trudniejszego. Pomaga też dobre wprowadzenie, ciekawa prelekcja, przybliżająca publiczności wykonywany repertuar. Są także koncerty edukacyjne dla dzieci i młodzieży. Popularyzacja przez edukację jest jednak bardzo trudną sztuką i należy zadać sobie pytanie, czy tradycyjne jej metody są skuteczne z punktu widzenia pozyskiwania nowych melomanów.

Wracając do albumu: to już druga płyta, którą Filharmonia Kameralna w Łomży pod Pana dyrekcją nagrała z flecistami Łukaszem Długoszem Agatą Kielar-Długosz. Co stanowi o jakości tej współpracy?

Pierwsza nagrana wspólnie płyta otrzymała nominację do International Classical Music Awards. Ten sukces był naszą motywacją do dalszej współpracy, bardzo zresztą owocnej. Skądinąd – w tym roku otrzymaliśmy druga nominację do tej nagrody, za płytę „Polish contemporary concertos”.

Jak się buduje poziom zespołu, który może zagrać z najlepszymi polskimi muzykami? Nie tylko przy okazji nagrywania płyty, lecz także na koncertach?

Podstawą są oczywiście kwalifikacje poszczególnych muzyków, którzy tworzą zespół. Muszą to być artyści nie tylko kompetentni i profesjonalni, lecz także umiejący współpracować. Nie bez znaczenia jest dobra atmosfera w zespole. Nie wierzę w to, że ludzie mogą z sobą efektywnie pracować, jeśli nie ma między nimi dobrych relacji personalnych.

Jak Pan dba o atmosferę w zespole? Musi Pan umieć pogodzić ze sobą różne osobowości. Przyjmując muzyka do zespołu, ocenia Pan pewnie, jak on gra, a nie jaki ma charakter?

Nowy muzyk musi przejść u nas okres próbny, zagrać razem z nami przynajmniej jeden koncert, żebyśmy zobaczyli, jak się z nim pracuje. Nie wystarczy, żeby był kompetentny jako instrumentalista, choć jest to pierwsze ze stawianych mu wymagań. Jednak to cechuje każdego dobrego wykonawcę, również solistę. Granie w zespole natomiast wymaga czegoś, czego solista umieć nie musi, czyli dobrej interakcji, synergii z zespołem, a to bardzo trudna sztuka. Dobrze, gdy muzykami orkiestry są pasjonaci pracy zespołowej, którzy odnajdują radość we wspólnym muzykowaniu.

Oprócz tego, że kieruje Pan Filharmonią Kameralną w Łomży, prowadzi Pan intensywną działalność koncertową, zasiada Pan w jury…

Tak, to prawda, że prowadzę intensywną działalność koncertową. W ciągu ostatniego roku miałem okazję dyrygować w Berlinie, Paryżu i Sofii, występowałem na kilku zagranicznych festiwalach, prowadziłem też wiele polskich orkiestr, m.in. filharmonie w Gdańsku, Opolu, Kielcach, Jeleniej Górze. W najbliższych planach mam koncerty z Orchestra Sinfonica Città di Grosseto, z Filharmonią Bałtycką w Gdańsku, we wrześniu z orkiestrą Filharmonii Kowieńskiej i Wileńską Orkiestrą Kameralną, a w październiku z orkiestrą Sinfonia Iuventus. Ważną rolę w moim życiu odgrywa też działalność dydaktyczna na Uniwersytecie F. Chopina w Warszawie, na którym mam zaszczyt wykładać dyrygenturę. Ostatnie otrzymuję też wiele zaproszeń do udziału w jury międzynarodowych konkursów dyrygenckich, ostatnio w Bordigherze i Brescii. Mój najbliższy konkurs to Arthur Nikisch International Conducting Competition, który odbędzie się na przełomie września i października, a potem I Międzynarodowy Konkurs Dyrygencki w Almerii. Jednym słowem – nie uskarżam się na brak zajęć.

Filharmonia miała w planach wydanie jeszcze w tym roku dwóch kolejnych płyt. Jakie to płyty?

Na pierwszej z nich znajdą się trzy koncerty: pierwszy to koncert Pawła Łukaszewskiego na akordeon i orkiestrę smyczkową, jako solista wystąpi Klaudiusz Baran. Drugi – Concerto Festivo Dariusza Przybylskiego na organy dla dwóch wykonawców i orkiestrę kameralną. Wykonają go z naszą orkiestrą Hanna Dys i Roman Perucki. Ostatnim utworem na płycie będzie koncert na harmonijkę ustną Krzysztofa Herdzina, razem z naszą orkiestrą wystąpi Kacper Smoliński. Znajdziemy więc tu trzy instrumenty pokrewne, ale jednak tak różne – w polskim, współczesnym repertuarze.
Na kolejnej płycie znajdą się utwory dedykowane naszej orkiestrze: „Narew Concerto” Sławomira Czarneckiego, dzieła Romualda Twardowskiego… Więcej nie chcę zdradzać, bo ostateczny wybór utworów jest jeszcze przed nami. Czy płyty ukażą się rzeczywiście jeszcze w tym roku, na razie nie wiadomo. Jesteśmy umówieni na nagrywanie we wrześniu, zobaczymy, czy do tej pory sytuacja wróci do normy.

Filharmonia Kameralna w Łomży, podobnie jak inne polskie instytucje kultury, na czas kwarantanny przeniosła swoją działalność do sieci. Jak Pan się odnalazł w tej nowej, cyfrowej rzeczywistości?

Robiliśmy to, co wiele instytucji w tym czasie – koncerty organizowane w ten sposób, że każdy osobno nagrywa swoją partię w domu, potem to się montuje i… coś z tego wychodzi. Trochę dowcip, trochę eksperyment, nie ma to nic wspólnego z normalnym koncertowaniem. Ma to jednak swój specyficzny urok. Nagrane przez nas filmiki koncertowe mają nawet nie najgorszą oglądalność. Gromadzimy tu większą publiczność niż podczas koncertów na żywo. Nasza sala po ukończeniu trwającego właśnie remontu i rozbudowy będzie miała ok. 400 miejsc. Paradoksalnie więc przeniesienie występów do internetu dało nam szansę na popularyzację muzyki, na dotarcie do nowych odbiorców.

Podczas epidemii słuchanie nagrań pozostaje naszym głównym źródłem kontaktu z muzyką. Czy uważa Pan, że dobrze zrealizowane nagranie może przekazać i wyzwolić równie silne emocje jak koncert?

Oczywiście, może wywołać emocje równie silne albo nawet silniejsze. To jest po prostu inna forma odbioru muzyki. Koncert ma walor bezpośredniego kontaktu z artystą, jest to wyjątkowa chwila, która mija i nigdy się nie powtórzy. Jednak siedząc na widowni, nie zawsze czuję się komfortowo. Jestem bardzo świadomy tego, że przebywam wśród innych ludzi i nie zawsze mogę sobie pozwolić na spontaniczne, emocjonalne reakcje. W zaciszu domowym, słuchając płyty, nie muszę natomiast tłumić żadnych emocji, które budzi we mnie muzyka i mogę przeżywać ją w pełni.

 

 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 8 (1 vote)