FPFF w Gdyni: nie mając głosu, mając muzykę

23.09.2021

Magdalena” w reżyserii Filipa Gieldona to film, który porusza i nie pozwala o sobie zapomnieć. Zwraca uwagę oryginalne ujęcie tematu niełatwych więzi matki z córką, zachwycają role Magdaleny Żak (Magdalena) i Natalii Sikory (Julia).

To zarazem jeszcze jeden film z wątkiem LGBT na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, najwyraźniej organizatorzy postanowili poprzez dobór repertuaru podkreślić problemy mniejszości w Polsce. Oczywiście tak silne osadzenie fabuł w kontekście aktualnego dyskursu społecznego może co poniektórym wydać się męczące, niemniej są to głosy potrzebne, aktualne, skłaniające do dyskusji i, co najważniejsze, uczące widzów zrozumienia i empatii.

 

Jednak „Magdalena” nie jest bynajmniej filmem o miłości dwóch kobiet, choć relacja ta została ukazana w filmie niezwykle autentycznie i znacząco wpływa na proces przemiany głównej bohaterki. Oto didżejka, która marzy o zagranicznej karierze, spotyka na swojej drodze Julię, która obdarza ją autentycznym uczuciem i w nią wierzy. Tymczasem Magdalena wychowuje wraz z matką swoją pięcioletnią córkę Marysię i stoi przed wyborem, jak się usamodzielnić i zapewnić swojemu dziecku stabilność i szczęście. I to właśnie o tym jest ten film – o konieczności dokonania wyboru, choć przyznam szczerze, że nie od początku przekaz ten dla mnie akurat był jasny. Po pierwsze, o ile droga debiutanta w branży muzycznej zwykle bywa wyboista, o tyle didżeje mają szansę ze swojej pasji żyć lepiej niż np. nauczyciel muzyki w szkole muzycznej (pod warunkiem że osiągną odpowiedni poziom popularności). Chociaż oczywiście pozostaje to też uzależnione od okoliczności – w rzeczywistości pandemicznej większość (przynajmniej oficjalnych) imprez bywała odwoływana i głośne były kontrowersje wokół wydarzeń odbywających się nielegalnie, z narażeniem zdrowia uczestników. W filmie nieustannie widzimy Magdalenę w maseczce, co wskazywałoby na to, że akcja dzieje się w roku 2020/2021, ale jakoś to bohaterce nie przeszkadza w graniu po klubach (mam nadzieję, że twórcy zrobili w tej kwestii dobry research). Ponieważ kwestia ta nie zostaje dopowiedziana, przez cały seans można mieć poczucie, że temat filmu jest nieco pretekstowy. Magdalena prawdopodobnie z czasem mogłaby zarabiać dużo więcej jako didżejka niż w kawiarni, w której dorabia, nawet jeśli byłaby to praca freelancera. Niemniej być może idealna dla dziewczyny, która – jak się domyślamy – została zgwałcona, ma tendencję do uciekania w muzykę i alkohol przed traumatycznymi wspomnieniami; możliwe zresztą, że to jej rodzaj terapii, sposób na transformowanie trudnych przeżyć w akt twórczy (co w filmie zostaje ledwie zarysowane), a do tego nie mówi. Tak, Magdalena zatraciła zdolność mówienia, przez co wiele emocji w sobie dusi, a jako didżejka staje się co najmniej intrygująca. Jest nauczona braku zaufania do ludzi, niezrozumiana przez matkę, która ledwo daje radę utrzymywać córkę i wnuczkę, pragnąca bliskości tak bardzo, że kontakt z Julią właściwie jako jedyny ją otwiera. Do czasu.

 

Gdy matka Magdaleny postawi jej ultimatum i zacznie ograniczać kontakt z Marysią, a do tego wstawi do komisu sprzęt, na którym dziewczyna robi miksy, sytuacja zacznie się komplikować, Magdalena zacznie podejmować desperackie decyzje. Jak nietrudno się domyślić, cały świat Magdaleny w pewnym momencie legnie w gruzach, co momentami może być dla widza przytłaczające. Reżyser w ten sposób pragnie jednak doprowadzić naszą bohaterkę do miejsca, w którym odpowie sobie ona na najważniejsze pytania – o życiowe priorytety. I czy rzeczywiście może liczyć tylko na siebie.

 

Takie ujęcie tematu jest interesujące, świadczy też o poprawnym warsztacie filmowym twórców i przemyślanym scenariuszu. Szkoda natomiast, że nikt tu nie wnika w psychikę Magdaleny głębiej. I nie zapyta, czy ta dziewczyna, gdy pozbawi się ją pasji muzycznej, będzie w stanie normalnie żyć i wychowywać dziecko po piekle, które przeszła. W końcu muzyka, jakże ważna w tym filmie (autorstwa Marcina Sucharskiego i Marty Kondej), nie musi być wyłącznie formą odcięcia się od rzeczywistości, nawet jeśli to muzyka klubowa. Czasem to właśnie ona pomaga nam skomunikować się ze sobą i swoimi emocjami, a dzięki temu mamy siłę i narzędzia do mierzenia się z codziennością.

 

(MB)

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Dodaj komentarz