Atanas Valkov : To jeszcze inny rodzaj muzyki

12.09.2021

W kilka sierpniowych wieczorów fani muzyki filmowej mogli spełnić swoje marzenie i znów uczestniczyć w wielkim święcie, jakim jest Festiwal Muzyki Filmowej. Wyłoniono także zwycięzcę konkursu na Polską Ścieżkę Dźwiękową Roku. Został nim Atanas Valkov (muzyka do serialu „Król”), z którym o jego muzycznej działalności i w ogóle branży filmowej porozmawialiśmy tuż po odebraniem przez niego nagrody.

Rozmawia Maja Baczyńska

 

Maja BaczyńskaKilka słów o muzyce do „Króla”. Czy to ważna ścieżka w Pana twórczości, czy czuje Pan z niej satysfakcję, niezależnie od otrzymanej na Festiwalu Muzyki Filmowej nagrody?

Atanas Valkov : Dla mnie jest to wielkie wyróżnienie, gdyż ten soundtrack był tworzony bez założenia, że ma wpadać w ucho czy coś w tym stylu. Wyszła z tego fuzja jazzu, muzyki lat 30., klasyki i muzyki współczesnej z elementami etnicznymi, co jest mi bardzo bliskie. I jest dla mnie niesamowite, że zostało docenione zarówno przez publiczność, jak i przez jurorów. Suitę z muzyką z serialu „Król” wykonałem na FMF-ie z Orkiestrą Akademii Beethovenowskiej oraz z solistami, a wcześniej na Festiwalu Warszawa Singera w opracowaniu na kwintet. Te koncerty to dla mnie pewnego rodzaju zwieńczenie tego projektu, bo zazwyczaj robi się produkcję za produkcją, a tu było zainteresowanie i zamówienia na wykonanie tej muzyki w ramach festiwali. Co więcej, nagroda sprawia, że muzyka do serialu „Król” nie zostanie zapomniana

 

A jakie są Pana kolejne plany, na jakie ścieżki teraz czekamy?

Skończyłem właśnie zgranie muzyki do filmu „Wyszyński zemsta czy przebaczenie”, w której nagraniach wzięli udział muzycy Orkiestry Wojska Polskiego oraz Opery Nova w Bydgoszczy.

Na jesieni ukaże się z kolei nowy soundtrack z muzyką do szwedzkiej gry komputerowej „Vampire The Masquerade: Blood Hunt”.

Ponadto z reżyserem Tomaszem Bagińskim rozpoczynam właśnie pracę nad japońsko-amerykańskim filmem akcji, który będzie dla mnie niesamowitą przygodą, znów nie zabraknie fuzji współczesnej muzyki filmowej z muzyką etniczną, ale niestety na ten moment nic więcej nie mogę zdradzić.

W Pana twórczości rzeczywiście jest sporo wątków etnicznych, rozmawiamy w chwili, gdy wybiera się Pan prosto z festiwalu na Bałkany

Tak, właśnie rozpoczynamy z moją żoną nowy, ekscytujący projekt podróżniczo-muzyczny „Masvoboda”, który zostanie zwieńczony albumem oraz krótkim dokumentem, chciałbym przy okazji zaprosić na nasz profil: www.instagram.com/masvoboda.pl

Myślę, że tęsknota za korzeniami tkwi w każdym z nas. A w muzyce bałkańskiej czy wschodnioeuropejskiej jest coś, co jest nam najbliższe, a co zostało trochę zagarnięte czy przetworzone przez kulturę zachodnioeuropejską. Ta muzyka budzi w nas instynkty pierwotne, głęboko zakorzenione w nas emocje. Teraz wprawdzie jest moda na etniczność, ale dla mnie to nie jest żadna nowość, bo dorastałem w Polsce i w Bułgarii, koncertowałem w całej Europie, grając w orkiestrze młodzieżowej folklor polski (z ziemi lubelskiej) na bębenku, a nawet na kontrabasie. Tymczasem bałkański folklor odkrywam na nowo. Etniczność jest częścią mojego stylu i cieszę się że są projekty, w których mogę to wyrazić.

 

Spotykamy się przy okazji Festiwalu Muzyki Filmowej, który bodaj po raz pierwszy odbył się w całości w plenerze. Jak się prezentuje muzykę filmową w takich warunkach?

Była to jedna z najbardziej ekscytujących i trudnych edycji, gdyż wiele czynników tutaj na nią wpływało – i pogoda, i obostrzenia pandemiczne itd. Próby musiały być na bieżąco dopasowywane do warunków, sporo było w związku z tym stresu, ale koniec końców odbyły się wspaniałe koncerty, świetnie zrealizowane i z udziałem fantastycznych solistów, w muzyce z „Króla” partie solowe wykonali: Marta Maślanka (cymbały), Paweł Zalewski (viola), Oliwier Andruszczenko (klarnet) i Krzysztof Gradziuk (perkusja), co więcej również zagrałem na scenie (na fortepianie oraz na flecie z towarzyszeniem orkiestry).

 

Ma Pan też swoją enklawę, własne studio, czy to rzeczywiście jest takie miejsce, w którym można pracować i odpocząć od zgiełku „wielkiego świata”?

Niedawno wybudowaliśmy dom i Studio L.A.S. pod Warszawą, bardzo dobrze się tam zarówno mieszka, jak i pracuje. Aczkolwiek mamy także stację mobilną, w postaci dostosowanego kampera, wraz z żoną pracujemy w różnych miejscach, lubimy podróżować, poznawać nowych ludzi, prowadzić poszukiwania etniczne. Podróże wiele nas uczą i nie potrafiłbym żyć tylko w jednym miejscu. Poza tym muzykę etniczną warto poznawać u źródeł, które niestety zanikają szybciej niż mogłoby się wydawać. Dlatego naszym nowym studiem na kołach na bazie Grand Cali wyruszamy właśnie na południe Europy, gdzie będziemy realizować nagrania do wspomnianego projektu „Masvoboda”.

Jak Pan ocenia sytuację na rynku? Niejednokrotnie kompozytorzy skarżyli się, że muzyka filmowa nie jest wydawana na płytach, a polscy reżyserzy nie zawsze rozumieją jej specyfikę...

Czuć, że to się zmienia, aczkolwiek zmiany zachodzą powoli. Takie inicjatywy jak krakowski FMF poszerzają świadomość publiczności na temat muzyki filmowej, również naszej rodzimej. Producenci zaczynają widzieć, że muzyka po premierze filmu może mieć drugie życie. Osobiście staram się każdy, nawet „mały” soundtrack, wydać, zdarzało mi się własnym sumptem, tak jak w przypadku „Króla”, album z muzyką z serialu wydaliśmy sami, we własnej wytwórni i firmie produkcyjnej IDMusic Supervision & Production. Na etapie produkcji zwykle nikt o tym nie myśli, bo wszyscy są zajęci promocją filmu. Na szczęście nagrody festiwalowe pomagają dostrzec potrzebę wydawania muzyki filmowej w cyfrowej lub tradycyjnej formie („Króla” wydaliśmy w limitowanej serii na białym winylu).

 

Może nie każdy uważa ją za autonomiczną.

Oczywiście, nie zawsze tak to działa. Zdarza się, że jest tak zsynchronizowana z obrazem, że trudno ją odseparować i sama w sobie może się wydać mało ciekawa. Niemniej fani są nią zainteresowani, traktują ją autonomicznie, to po prostu jeszcze inny rodzaj muzyki niż ta od początku pisana z przeznaczeniem na scenę.

A czy właściwe jest zestawianie muzyki z gier z muzyką z filmów w jednym konkursie, czy to są porównywalne materie? I na FMF-ie, i na Fryderykach nominowano w tym roku w jednej kategorii zarówno kompozytorów muzyki filmowej, jak i twórców muzyki do gier.

Nie, uważam, że to powinno być rozdzielone, ale to dopiero pierwszy etap gruntownych zmian w branży. Dobrze więc, że muzyka z gier w ogóle została uwzględniona w konkursie. Docelowo powinno się organizować konkursy muzyki ilustracyjnej, w których te kategorie byłyby rozdzielone, ponieważ muzyka z gry, ze spektaklu lub do filmu czy serialu to kompletnie różne materie. Brak też zasad oraz standardów, jak to się dzieje na świecie..., w podobnych tego typu plebiscytach. Zgłaszanie soundtracków sprzed kilku lat czy nagradzanie samej orkiestry, która nagrała ścieżkę do filmu, a nie kompozytora, to też pewnego rodzaju wynaturzenia, które miały miejsce na Fryderykach. Myślę, że w Polsce dopiero rozwija się dyskusja na ten temat i bardzo się cieszę, że Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie tę poprzeczkę, jeśli chodzi o standardy przyznawania nominacji i nagród, co roku podnosi coraz wyżej, mimo iż nagroda „Polska Ścieżka Dźwiękowa Roku” to dość nowe zjawisko w Polsce. Bez wątpienia właściwym, i dobrym dla rozwoju i prestiżu branży, byłoby dodanie dla muzyki ilustracyjnej kategorii w zależności od jej przeznaczenia.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Dodaj komentarz