Andrzej Filończyk: Miałem szczęście

Garifullina i Filończyk, fot. Tristram Kenton

Ze śpiewakiem Andrzejem Filończykiem o wyzwaniach, cierpliwości i o tym jak w ciągu kilku lat podbić świat opery rozmawia Jacek Kornak

Jacek Kornak: To niesamowite, że w przeciągu kilku lat stałeś się dobrze rozpoznawalnym artystą, który nie tylko wygrywa konkursy dla młodych śpiewaków, ale wykonuje czołowe role na najważniejszych deskach operowych świata. Dziś spotykamy się przy okazji twojego występu w londyńskiej Royal Opera House. Jaki jest Twój sekret? Jak podbić świat opery?

Andrzej Filończyk: Nie ma sekretu. Najważniejsze to znaleźć się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i wśród odpowiednich ludzi. Ja miałem szczęście, że właśnie to mi się przydarzyło. Reszta to po prostu praca. Nie jest to zatem żaden sekret, ale można to nazwać pewną metodą, która składa się ze szczęścia, aby spotkać właściwych ludzi i własnej pracy. Poza tym obecnie w świecie opery nie da się zrobić kariery bez dobrego agenta. Potem pozostaje już tylko wytrwałość i dbanie o szczegóły.

Zatem sam talent nie wystarczy, potrzeba jeszcze dozy szczęścia?

Nawet jeśli ktoś ma niesamowicie piękny głos, może przez lata śpiewać dla siebie samego w domu. Potrzeba ludzi, którzy dostrzegą artystów z potencjałem i pomogą im odnaleźć właściwą drogę rozwoju. Miałem ogromne szczęście, że moja mama jest śpiewaczką operową. Wiele zawdzięczam też swojemu nauczycielowi śpiewu prof. Makalowi. Następnie poprzez Akademię Operową przy Teatrze Wielkim poznałem Eytana Pessena, który wysłał mnie na przesłuchania do agenta Gianluci Machedy.

Jaką dałbyś radę początkującemu śpiewakowi? Co należy zrobić poza posiadaniem pięknego głosu oraz świetnej techniki wokalnej aby wykonać partię Marcelo na deskach Royal Opera House?

Nie poddawać się. Jest wiele momentów w karierze muzyków, śpiewaków, gdy ma się ochotę powiedzieć: dość. Czasem miałem poczucie, że coś może się nie udać, może być zbyt trudne. Trzeba być wytrwałym i nieustannie walczyć z sobą samym. Należy też znać własne ograniczenia. Nie każda rola na tym etapie mojej kariery może być dla mnie właściwa. Łatwo zniszczyć sobie głos niewłaściwie dobierając repertuar. Na przykład, dla mojego głosu śpiewanie głośno i nisko jest niszczące. Ważne też żeby stawiać sobie wymagania i starać się przekraczać własne ograniczenia, ale dobrze też jest być cierpliwym.

Bardzo dużo podróżujesz. Niedawno jeszcze występowałeś w Monachium. Teraz Londyn, za chwilę Paryż, Gran Canaria, niedługo Nowy Jork. Jak sobie radzisz z takim życiem na walizkach? Co pomaga ci przetrwać taki dość intensywny tryb życia?

Przede wszystkim moja narzeczona. Jesteśmy ze sobą cztery lata i już drugi sezon podróżujemy wspólnie i bardzo sobie pomagamy, wspieramy się. To ona jest dla mnie takim stałym punktem i gdy wynajmujemy mieszkania lub zatrzymujemy się w hotelach w różnych miastach - ona jest dla mnie domem.

Czy masz ulubione teatry operowe, do których chcesz wracać, albo które były najważniejsze dla rozwoju twojej kariery?

Chyba najważniejszy dla mojej kariery był pobyt w Zurichu. Z tą operą mam najmocniejszą emocjonalną więź. Spędziłem tam cały rok w Opera Studio (międzynarodowym programie dla młodych śpiewaków). Zarazem bardzo lubię Szwajcarię i bardzo przyjemnie spędzałem tam czas. Bardzo też lubię Royal Opera House. Jestem tutaj trzeci raz i już mam poczucie, że się tutaj zadomowiłem. W każdym z teatrów operowych uczę się czegoś nowego. Mają różne wymagania, narzucają inny rytm pracy, to wszystko jest nie tylko lekcją w rozwoju profesjonalnej kariery, ale też lekcją życia. W świecie opery człowiek styka się z bardzo różnymi osobowościami śpiewakami, reżyserami, ale też ludźmi z obsługi technicznej, kadr. To wszystko jest rozwijające.

A jak to jest z komunikacją w świecie opery. Opera wydaje się być taką współczesną Wieżą Babel, gdzie ludzie z całego świata pracują wspólnie nad przedstawieniami. Czy często są problemy z komunikacją?

Nie, zawsze się ludzie dogadają. Obecnie angielski stał się już standardem. W zasadzie jest oczekiwanie, że każdy mówi po angielsku, ale nawet jak ktoś ma kłopoty z angielskim, to po włosku muzycy się jakoś porozumieją. Ja mówię po włosku, niemiecku, rosyjsku i angielsku, bo uważam, że jest to potrzebne, nie tylko ze względu na pracę, ale też ze względu na życie w tych krajach. Nie chcę się zamykać w hotelu, gdzie każdy mówi po angielsku. Chcę po prostu czuć się swobodnie gdy pracuję we Włoszech lub w Niemczech. Poza tym niezwykle ważne jest, żeby wykonując jakąś partię móc się w nią wczuć. Nie wystarczy sobie mechanicznie przetłumaczyć tekst i się go nauczyć.

Czy myślisz, że ciężko byłoby wykonać partię w języku, którego nie znasz?

Nie jest to niemożliwe, gdyż w operze najważniejsza jest muzyka i to ona jest nośnikiem emocji. Ale jednak śpiewa się w określonym języku i trzeba go czuć. Aby pogłębić emocję zawartą w muzyce, staram się odnaleźć swobodę w języku, w którym śpiewam. Na przykład rosyjski jest dość specyficzny, on nie wydaje się naturalnie śpiewny, trzeba z niego tę melodyjność wydobyć. Aby nie brzmieć w tym języku mechanicznie, należy poznać sposób akcentowania, frazowania, który jest unikalny w rosyjskim. Zawsze jednak należy rozumieć tekst, wiedzieć o czym się śpiewa. Nie da się stworzyć przekonującej postaci scenicznej, bez głębszego wejścia w tekst.

Nie śpiewasz jednak nic w swoim ojczystym języku. Czy nie ma w polskim lub szerzej słowiańskim repertuarze interesujących dla Ciebie partii?

Oczywiście, że są. Niedawno przeglądałem partię Janusza w “Halce” i jest to piękna muzyka. Dziś w świecie opery śpiewa się jednak to, co jest grane. Największe gwiazdy opery czasem mają możliwość wpływu na repertuary teatrów, ale generalnie śpiewak bierze to, co jest na tacy. Mam za to w swoim repertuarze kilka rosyjskich oper. Obecnie uczę się roli do opery Prokofiewa “Zaręczyny w klasztorze”.

Jak dobierasz role? Co sprawia, że uznajesz, że dana rola jest dla ciebie atrakcyjna, a inna nie? Twój repertuar sięga od Mozarta po XX wiek. Śpiewasz sporo bel canta, ale też role znacznie cięższe na przykład w operach rosyjskich. Widać, że nie zamykasz się w określonym stylu i ciężko cię zaklasyfikować jako śpiewaka. Czy czujesz jednak, że pewien styl, określone role najlepiej pasują do twojego głosu?

Nie ma tutaj jednoznacznej odpowiedzi. Należy być do pewnego stopnia pragmatycznym, ale zarazem dobrze znać własne możliwości. Wybierając nowe role, po prostu czytam partytury i decyduję się na role, które dają mi możliwość zaprezentowania od najlepszej strony mojego głosu. Staram się nie wybierać ról starszych osób, bo one wymagają głosu, który ma barwę ciemniejszą, brudniejszą. Poza tym staram się mieć na uwadze wybierając role, żeby nie zamknąć się w jednym określonym stylu. Dla młodego śpiewaka ważne jest aby nie był zbyt szybko identyfikowany z jedną rolą. Dobieram repertuar, w którym czuję się swobodnie, ale zarazem staram się przekraczać pewne ograniczenia i rozwijać. Konsultuję się też z ludźmi, którym ufam od strony wokalnej. Myślę też, że na tym etapie dla mnie za wcześnie jest aby się klasyfikować jako śpiewak liryczny, dramatyczny czy jakikolwiek inny. Obecnie w świecie opery coraz częściej odchodzi się od klasyfikacji. Pożądani są śpiewacy uniwersalni.

Gdy już zdecydowałeś się na określoną rolę, jak nad nią pracujesz?

Tak jak wspomniałem studiuję partyturę, ale też czytam o roli, ale także o samym dziele, okolicznościach jego powstania. Interesuje mnie jak powstała sama historia, którą opera przedstawia. Uważam, że to wszystko ma znaczenie dla stworzenia spójnej interpretacji wokalnej. Moim celem jako śpiewaka jest odtworzyć, to co chciał ukazać kompozytor, albo przynajmniej zbliżyć się do tego. Czasem się od tego odchodzi w imię tradycji wykonawczej, ale dla mnie ważne jest żeby odnaleźć pierwszą edycję opery, wyciąg fortepianowy. Staram się zrozumieć pod jakim wpływem kompozytor napisał określoną partię, co go inspirowało. Interesują mnie też wydarzenia polityczne, społeczne, ale również prywatne historie, które mogły wpłynąć na powstanie określonej opery. Potem czytam tekst, oswajam się z nim, a później uczę się wśpiewywać sobie partię. Czasem słucham też śpiewaków, którzy mnie inspirują jak na przykład Leo Nucci czy Ettore Bastianini. Dla mnie oni są wzorami, a nawet powiem więcej - to legendy. Myślę, że warto się uczyć od najlepszych.

 

 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 10 (2 głosów)