Adam Kośmieja: Wow, to jest to!

03.10.2021

Niedawno nakładem wydawnictwa Warner Music Poland (Classics) ukazała się nowa płyta Adama Kośmiei, zatytułowana „Tribute to Gulda”. Kośmieja intryguje potrzebą wychodzenia poza konwencję, tworzy pomost pomiędzy klasyką i jazzem oraz wykonawstwem a improwizacją, jednocześnie silnie zakorzeniając się w klasycznym warsztacie.

rozmawia Maja Baczyńska

 

Czy jesteś typem artysty-buntownika, czy raczej typem artysty, który po prostu umie znaleźć na siebie pomysł?

Na pewno nie uważam się za takiego buntownika, jakim był Gulda, ale czasami korci mnie przełamywanie pewnych konwencji i schematów szczególnie w środowisku i kręgach muzyki klasycznej. Oczywiście nigdy nie robię tego w celu zwrócenia na siebie uwagi, tylko zawsze wynika to z czysto artystycznych i koncepcyjnych potrzeb wybranego programu. Zawsze dobieram repertuar bardzo starannie i długo go analizuję, studiuję, zgłębiam. Dopiero później zapadają decyzje po co, jak, kiedy, gdzie… Przy dużych projektach, takich jak „Tribute to Gulda”, musi mnie coś naprawdę wciągnąć, bo jak inaczej zaangażować się w jedno przedsięwzięcie na kilka lat? Tyle już trwa moja przygoda z muzyką Friedricha Guldy. Przygoda, która zaowocowała solową płytą.

Mam bardzo indywidualne podejście do bycia pianistą. Dla mnie muzyka jest jedna. Jeżeli coś mnie fascynuje, to wchodzę w to na całego i nie ma znaczenia, czy to klasyka, jazz, ambient czy awangarda. Kierunki odległe i nowatorskie dostarczają wielu niezwykłych doznań, ale też nigdy nie odetnę się od klasyki, bo to ona mnie ukształtowała i czuję się z nią głęboko związany.

 

Jak narodził się pomysł na płytę „Tribute to Gulda”, dlaczego to właśnie utwory Friedricha Guldy okazały się dla Ciebie tak inspirujące?

To był trochę przypadek. Naturalnie Gulda jako pianista i wykonawca zawsze był mi znany i fascynowały mnie jego odważne interpretacje muzyki Mozarta i Beethovena. Jednak artystycznie szukałem (wraz z moim menedżerem Gregiem Przygockim) ciekawego pomysłu związanego z Wiedniem. Mozart, Beethoven, Haas, Furrer… No i nagle wyskoczył Gulda, a dokładniej jego preludium i fuga. Ten kawałek kupił mnie w stu procentach. Czterogłosowa, dwutematyczna fuga… Kontrapunkty, kulminacje, a wszystko to w swingującym, bardzo szybkim tempie. Ten utwór ma niesamowity „drive”! Nie wiedziałem, że Gulda komponował, więc zacząłem szukać, słuchać i zagłębiać się w jego artystycznej filozofii, w jego jazzowym języku. Po krótkim czasie pomyślałem wow, to jest to! Chcę to grać i dzielić się tą muzyką! Była tylko jedna bariera: prawie każdy utwór nie był (w całości) klasycznie zapisany zawsze była sekcja, a czasem, jak w przypadku „Ballady” („Sonatine”), cała część, która była zapisana wyłącznie funkcjami. Tak jak każdy jazzowy kawałek. Obiecałem sobie, że mnie to nie powstrzyma, nie ograniczy i że zrobię wszystko (nawet zacznę uczyć się improwizacji jazzowej!), żeby wejść w skórę Guldy i zinterpretować jego utwory po mojemu.

Pierwsza myśl po fatalnych próbach improwizacji była taka, aby zlecić Krzysiowi Herdzinowi lub innemu wybitnemu specjaliście rozpisanie dla mnie tych improwizowanych sekwencji… Ale to nie byłoby prawdziwe, to nie byłoby to, czego Gulda oczekiwał od swoich kompozycji i ich wykonawców. Te utwory mają być pomostem, który łączy te dwa tak różne muzyczne światy i improwizacje mają być improwizacjami, a nie odtwarzanymi, zapisanymi nutami. Bardzo chciałem podziękować w tym miejscu Piotrowi Dąbrowskiemu oraz mojemu szwagrowi Cezaremu Konradowi za cierpliwość i pomoc w stawianiu pierwszych kroczków na polu jazzowej improwizacji. Kiedy miałem już nagrany materiał, Czarek przez tygodnie zasypywany był przeze mnie dziesiątkami improwizowanych wersji utworów i pomagał przy wyborze tych najciekawszych i finalnych. Ogromne dzięki!

Jaka była pierwsza reakcja syna kompozytora, Paula Guldy, gdy usłyszał o Twoim pomyśle? Wydaje się, że pozostajecie w wyjątkowo dobrej relacji?

Paul Gulda napisał przepiękny, głęboki i filozoficzny tekst do mojej płyty, za co jestem mu ogromnie wdzięczny. W wielkim skrócie opowiedział o historii i artystycznej drodze swojego ojca, o jego potrzebie dążenia do wolności za wszelką cenę, i to w każdym jej aspekcie, nie tylko artystycznym. Paul na samym początku naszej współpracy skomentował ją bardzo krótko: musi posłuchać moich nagrań i dopiero wtedy zdecyduje, czy wchodzi w to, czy nie. Po przesłuchaniu napisał mi bardzo ciepłego i miłego mejla, w którym zapewnił, że z wielką przyjemnością wesprze tę ideę, gratulując świetnego wykonania i pokonania tej trudnej (dla klasyka) drogi. Sam będąc świetnym pianistą, wiedział, z czym przyszło mi się zmierzyć.

Zachęcam Państwa do przeczytania tego tekstu, który jest dostępny w formie cyfrowej książeczki na mojej stronie internetowej (www.adamkosmieja.com).

 

Podczas koncertu promocyjnego mieliśmy możliwość usłyszeć Ciebie w eleganckim klubie, w którym muzyki słucha się przy lampce wina. Tymczasem chwilę później wystąpiłeś w nieco innym repertuarze na Warszawskiej Jesieni. To dla słuchaczy zupełnie różne doświadczenia, także przez warunki odsłuchowe, standardy miejsc, w których odbywają się koncerty. Jesteś elastyczny, ale, już abstrahując od Warszawskiej Jesieni, gdzie czujesz się swobodniej w klubie czy w filharmonii?

Trudno powiedzieć… I tu, i tu czuję się znakomicie, bo są to dwie kompletnie odmienne artystyczne sytuacje. Uwielbiam to napięcie i skupianie się do maksimum, wykonując współczesne i arcytrudne mentalnie kompozycje. Jednak poczucie swobody, luzu, rozmowa i bezpośrednie połączenie się z publicznością są równie satysfakcjonujące. Piękna jest dla mnie ta możliwość czerpania i odnajdywania się zarówno w pierwszej, jak i w drugiej sytuacji.

 

Twój najnowszy teledysk powstał też w pięknych okolicznościach przyrody. Dlaczego tam, czy było to dla Ciebie jakoś odkrywcze, inspirujące?

Teledysk do „Arii” był poniekąd wymuszoną improwizacją. Gdy teraz patrzę na całą sytuację po czasie, to wspominam ją z uśmiechem na twarzy i nawet ta nagła zmiana i konieczność opracowania nowego planu i pomysłu na wideoklip doskonale łączy się z improwizowaną muzyką Guldy. W pierwotnie planowanym miejscu doszło do dużego nieporozumienia, dlatego byliśmy zmuszeni ekspresowo zmienić założenie, nie poddawać się, działać.

Postawiliśmy fortepian przy brzegu rzeki i daliśmy się ponieść zarówno płynącej muzyce „Arii”, jak i nurtowi rzeki Dunajec. To było niezwykłe przeżycie. Dać naturze ponieść tę muzykę dalej. Łukasz Kurek, który jest twórcą wideoklipu, wykonał kawał świetnej roboty. Nagrywaliśmy kamerami, dronami, co chwilę były techniczne akrobacje, a nie było to łatwe, bo momentami turyści spływający Dunajcem, widząc fortepian przy brzegu rzeki i słysząc piękne dźwięki „Arii”, po prostu podpływali i wychodzili z kajaków, wchodząc nam tym samym w kadr!

 

Na koniec mam jeszcze jedno pytanie. Podobno prywatnie uwielbiasz uprawiać sport. Uchyl rąbka tajemnicy…

Kocham sport. Od dziecka moi rodzice dbali także o mój rozwój fizyczny i zapisywali mnie na różnego rodzaju zajęcia sportowe. Była młodzieńcza przygoda z boksem, a w dzieciństwie rodzinne chodzenie na aikido oraz fascynacja capoeirą i jej filozofią na studiach. Jako nastolatek jeździłem na desce i rolkach, które kocham i jeżdżę na nich do dziś. Zimą snowboard. Jednak największa miłość była zawsze do gimnastyki i akrobatyki. Już jako dziecko chodziłem na pierwsze zajęcia, później na studiach wróciłem na prywatne treningi z (najlepszym!) Piotrem Szymańskim, który mądrze mnie prowadził, uważając na moje dłonie i dobierając elementy techniczne tak, aby nie stanowiły zagrożenia dla moich nadgarstków. Po dziesięciu latach wróciłem do treningów, ale to już nie było to samo, chociaż frajda i dążenie do perfekcji oraz kontroli nad własnym ciałem przez te ułamki sekund w powietrzu dawały ten sam zastrzyk adrenaliny i endorfin… Bardzo mi tego brakuje, bo od kilku lat nie mam na to kompletnie czasu… Ale mam nadzieję, że gdy moje dzieci będą starsze, to zapiszę się na zajęcia razem z nimi. Pytanie tylko, czy będą tam chciały się do mnie przyznać?!

 

Adam Kośmieja to jeden z najbardziej wyrazistych polskich pianistów młodego pokolenia. Absolwent nowojorskiej Manhattan School of Music oraz Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy. Jest artystą nieustannie poszukującym, którego repertuar i doświadczenia koncertowe obejmują utwory zarówno klasyczne, jak i awangardowe oraz multimedialne. Prowadzi ożywioną działalność koncertową w kraju i za granicą, która zaprowadziła go do sal koncertowych Ameryki Północnej, Europy i Azji, m.in.: Weill Recital Hall w Carnegie Hall, Shenzhen Concert Hall i Filharmonii Narodowej w Warszawie.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Dodaj komentarz