Dwa oblicza przemijania. Finał sezonu Filharmonii Łódzkiej

-
24.06.2026

 

Nie ma chyba drugiego tematu, do którego muzyka wracałaby równie często jak do przemijania. Jedni kompozytorzy opowiadają o nim dyskretnie, ukrywając go pod warstwą romantycznej liryki. Inni czynią z niego główny temat dzieła. 

 

Finał sezonu artystycznego 2025/2026 w Filharmonii Łódzkiej pokazał oba te języki, zestawiając Koncert fortepianowy e-moll Fryderyka Chopina z VIII Symfonią „Lieder der Vergänglichkeit” („Pieśni przemijania”) Krzysztofa Pendereckiego. Choć oba utwory dzieli niemal dwieście lat historii muzyki, więcej je łączy niż mogłoby się wydawać.

 

 

Koncert fortepianowy e-moll należy do tych dzieł, które publiczność zna niemal na pamięć. Paradoksalnie właśnie dlatego wykonawcy stają przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Nie wystarczy zagrać poprawnie. Trzeba sprawić, by słuchacz na nowo uwierzył, że ta opowieść wciąż potrafi poruszyć.

 

Shiori Kuwahara, laureatka IV nagrody XIX Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego, nie próbowała zaskakiwać interpretacyjnymi gestami. Zamiast tego zaufała partyturze. Jej gra rozwijała się naturalnie, bez pośpiechu, z dużą kulturą dźwięku i swobodą techniczną. Pianistka prowadziła frazy szeroko, pozwalając melodii oddychać, a jednocześnie zachowała lekkość, która chroniła interpretację przed nadmiernym sentymentalizmem. Wirtuozeria nigdy nie przesłaniała muzycznej narracji – pozostawała jej integralną częścią.

 

 

Towarzysząca solistce Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Łódzkiej pod batutą Pawła Przytockiego stworzyła dla fortepianu przestrzeń pełną oddechu. Dyrygent dbał o proporcje, nie pozwalając, by orkiestra dominowała nad solistką, ale też nie sprowadzał jej do roli akompaniatora. Dialog między obiema stronami zachował naturalną płynność, tak ważną w tym młodzieńczym dziele Chopina.

 

 

 

Po przerwie zmienił się nie tylko język muzyczny, ale także sposób opowiadania o czasie. VIII Symfonia Krzysztofa Pendereckiego nie jest klasyczną symfonią jeśli chodzi o formę. Bardziej przypomina rozległy cykl pieśni z orkiestrą, w którym kolejne teksty Josepha von Eichendorffa, Rainera Marii Rilkego, Hermanna Hessego, Johanna Wolfganga Goethego, Bertolta Brechta i innych poetów układają się w wielką medytację nad przemijaniem. Nie ma tu jednej fabuły ani jednego bohatera. Jest natomiast człowiek zanurzony w rytmie natury, obserwujący zmieniające się pory roku i próbujący odnaleźć w nich sens własnego istnienia.

 

 

Penderecki nie ilustruje poezji. Pozwala jej za to wybrzmieć, wpisując kolejne obrazy w szerokie muzyczne łuki. Dzięki temu symfonia nie rozpada się na zbiór miniatur. Każda pieśń prowadzi do następnej, a całość rozwija się jak powolny spacer przez ogród, w którym każde drzewo, każdy liść i każdy podmuch wiatru przypominają o nieustannym cyklu narodzin i odchodzenia.

 

To porównanie nie jest przypadkowe. Kompozytor przez całe życie tworzył własne arboretum w Lusławicach i z pasją obserwował świat przyrody. W VIII Symfonii motyw drzew powraca jak refren. To nie tylko literacki obraz, lecz symbol życia, pamięci i ciągłości. Muzyka wyrasta z tej samej uważności, z jaką ogrodnik śledzi zmieniające się pory roku.

 

 

 

Wykonanie doskonale oddało ten charakter dzieła. Izabela Matuła, Anna Bernacka i Mariusz Godlewski nie budowali swoich partii na indywidualnym efekcie. Ich głosy współbrzmiały, płynnie przejmując kolejne fragmenty muzycznej narracji. Każde z nich zachowało własną barwę i sposób prowadzenia frazy, jednak najważniejsze okazało się poczucie wspólnoty. Wyrazowość nie wynikała z nadmiaru środków, lecz z ich precyzyjnego dozowania.

 

Równie ważną rolę odegrał Chór Filharmonii Łódzkiej, przygotowany przez Artura Kozę. Penderecki traktuje chór jako jeden z filarów dramaturgii. Zespół zachował klarowność brzmienia nawet w najbardziej rozbudowanych fragmentach, tworząc szerokie plany dźwiękowe i wzmacniając emocjonalny ciężar dzieła.

 

Paweł Przytocki prowadził całość z dużą dyscypliną formalną. W muzyce Pendereckiego łatwo zatrzymać się na powierzchni efektownych współbrzmień i orkiestrowych barw. Dyrygent konsekwentnie odsłaniał jednak architekturę symfonii, pilnując równowagi między orkiestrą, chórem i solistami. Dzięki temu monumentalna forma zachowała przejrzystość, a kolejne ogniwa wybrzmiewały jak elementy jednej, konsekwentnie rozwijanej opowieści.

 

 

 

Zestawienie utworów Chopina i Pendereckiego mogło wydawać się odważne, jednak w rzeczywistości oba utwory prowadziły ten sam dialog. Chopin mówił o przemijaniu językiem romantycznej pamięci i młodzieńczej melancholii. Penderecki spojrzał na nie z perspektywy dojrzałości: spokojniej, szerzej, bardziej kontemplacyjnie. Pierwszy zatrzymywał uwagę na emocji jednostki, drugi obejmował doświadczenie całej wspólnoty.

 

 

Publiczność nagrodziła wykonawców gorącymi brawami, a Filharmonia Łódzka zamknęła sezon koncertem, który pozostawił więcej pytań niż odpowiedzi. I może właśnie na tym polega jego największa wartość. Dobra muzyka nie oswaja przemijania ani nie próbuje go zagłuszyć. Uczy słuchać jego rytmu. Czerwcowego wieczoru rytm ten wybrzmiał z niezwykłą siłą: najpierw w śpiewanej frazie Chopina, a następnie w głębokiej, pełnej skupienia medytacji Pendereckiego. Oba głosy spotkały się w jednym miejscu, przypominając, że sztuka nie zatrzymuje czasu. Potrafi jednak nadać mu sens.

 

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

 

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.