Wspominając Seana Connery'ego

fot. Wikimedia commons

Na wieść o odejściu lubianego i popularnego aktora często reagujemy zdziwieniem. Jak to? Przecież tak być nie może! Wydaje nam się, że takich ludzi śmierć nie powinna dotyczyć. A jednak… Po raz kolejny dochodzi do nas smutna prawda, że nawet tacy, jak sir Thomas Sean Connery, opuszczają kiedyś filmowy plan życia. Na zawsze.

Od kiedy jako dziecko rozpoczęłam swoją przygodę z filmem, Sean Connery był już Jamesem Bondem, Juanem Ramirezem, ojcem Indiany Jonesa i królem Ryszardem, a na półce w jego salonie lub gabinecie kurzyła się złota statuetka Oscara za rolę Jima Malone'a w „Nietykalnych”.

Kolejne filmy z udziałem szkockiego aktora poznawałam z kilkuletnim opóźnieniem i wcale nie na dużym ekranie. Wstyd przyznać, ale nie widziałam w kinie ani jednego filmu z udziałem Seana Connery'ego! Oglądałam je albo w telewizji, albo na kasetach wideo. Mimo to pogodne spojrzenie, ciepły głos i (w późniejszych latach) charakterystyczny siwy zarost zdążyły mnie urzec i utrwalić w mojej pamięci wizerunek aktora-gentlemana, który niezależnie od tego, czy gra na pierwszym, czy na drugim planie, zawsze zwraca uwagę widza i zyskuje ogromną sympatię.

Gdybym miała wskazać jedną rolę Seana Connery'ego, która najbardziej zapadła mi w pamięć, nie byłaby to ani rola agenta 007, ani Henry'ego Jonesa Seniora, ani nawet oscarowa drugoplanowa kreacja zbudowana u boku Kevina Costnera. Sean Connery to dla mnie przede wszystkim William z Baskerville, oczytany i sprytny franciszkanin, który błądząc po zakamarkach średniowiecznego klasztoru, próbuje odnaleźć sprawcę morderstw dokonywanych na mnichach.

Wykreowany przez Connery'ego bohater, podobnie jak jego literacki pierwowzór (Wilhelm) stworzony przez Umberta Eco, ma cechy Sherlocka Holmesa (włoski pisarz podkreślał podobieństwo swojej postaci do tej wymyślonej przez Arthura Conana Doyle'a). W filmie „Imię róży” Jeana-Jacques'a Annauda Connery jako William z Baskerville jest mentorem i moralnym drogowskazem dla nowicjusza Adso (młodziutki Christian Slater). Jednocześnie z biegiem wydarzeń William przyjmuje rolę bystrego, nieco złośliwego i nieustępliwego detektywa, który wykorzystując posiadaną wiedzę i niejednokrotnie ryzykując swoje życie, demaskuje mordercę.

W kreacji Connery'ego ujęła mnie przede wszystkim właśnie ta umiejętność połączenia pozornie niepasujących do siebie cech, które jednak dzięki jego aktorskim umiejętnościom zaistniały w jednej postaci. Wygląd, zachowanie, ton głosu, spojrzenie, sposób poruszania się i decyzje wyznaczane przez scenariusz oparty na powieści Eco, w wykonaniu Seana Connery'ego były tak autentyczne i spójne, że chwilami trudno było mi uwierzyć, że średniowieczny mnich William z Baskerville to postać fikcyjna, która zawdzięcza swoje nazwisko, kształt nosa i charakter autorowi poczytnych powieści detektywistycznych z XIX w.

Seana Connery’ego żegnają widzowie, reżyserzy, aktorzy z planu i spoza niego, we wzruszających wpisach i filmikach wspominając kinowe emocje i wspólną pracę.

Sam zaś Connery na zawsze pozostanie człowiekiem, który jako pierwszy wypowiedział przed kamerą słowa: „My name is Bond. James Bond” i który o mały włos nie zagrał roli Gandalfa we „Władcy Pierścieni”. To byłaby jedyna alternatywa w obsadzie obu trylogii Petera Jacksona, na którą mogłabym się zgodzić bez wahania.

Anna Józefiak

Czy znasz te fakty dotyczące filmowej realizacji „Imienia róży”?…

…Connery'emu bardzo zależało na zagraniu głównej roli w „Imieniu róży”, ale reżyser Jean-Jacques Annaud początkowo go nie chciał, twierdząc, że nie jest w stanie „zdjąć z niego Jamesa Bonda”. Jednak po odrzuceniu kilkunastu kandydatów (Connery dzwonił do Annauda co dwa miesiące!), w końcu aktora przesłuchał i po trzeciej stronie tekstu był już „kupiony”. Grana przez Connery'ego postać, William z Baskerville (inspirowana filozofem Williamem Ockhamem), w filmie zachwyca się tekstami niejakiego „Umberta z Bolonii”, co jest bezpośrednim nawiązaniem do profesora historii średniowiecza z Bolonii, autora pierwowzoru literackiego, Umberta Eco…

…Sean Connery był bardzo mocno zaangażowany w każdy aspekt realizacji filmu, na tyle, że gdy zobaczył, że treser koni źle traktuje zwierzęta, zwrócił mu uwagę!

…nagrodzony Oscarem za rolę w „Amadeuszu” aktor F. Murray Abraham (w „Imieniu róży” jako inkwizytor Berbard Gui) ponoć zadzierał nosa, wypominając Connery'emu: „Ja mam Oscara, a ty nie!”. Jednak Szkot dostał Oscara już rok później, za „Nietykalnych”…

…zachwycony Seanem Connerym na planie był Christian Slater (w „Imieniu róży” jako Adso z Melku), portal IMDB przytacza jego wypowiedź, która w wolnym tłumaczeniu brzmi: „Mistrzowski kurs aktorstwa, życia, wszystkiego. Jest wyjątkowym profesjonalistą, prawdziwym, bardzo męskim dżentelmenem”…

…Sean Connery prawie spłonął na planie – w scenie, w której pali się biblioteka. Uratował go sam Jean-Jacques Annaud, który natychmiast skoczył na aktora i zgasił ogień!

(zebrał: Paweł Stroiński, red. MB)

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów