Zbigniew Zamachowski: Kieruję się intuicją

fot. Wikimedia

Niekiedy życie zmusza nas do zrewidowania naszych planów, weryfikacji opinii i osądów, wstrzymania się od oceny bądź – przeciwnie – zajęcia stanowiska w danej sprawie. O „Zawróconym” (1994) Kazimierza Kutza i o współczesnej rzeczywistości opowiada nam odtwórca głównej roli Zbigniew Zamachowski.

rozmawia Maja Baczyńska

Maja Baczyńska: Od marca niespodziewanie znaleźliśmy się w dziwnej, pandemicznej rzeczywistości, tymczasem spotykamy się przy okazji festiwalowego pokazu filmu „Zawrócony”, w którym życie bohatera z dnia na dzień również wywraca się do góry nogami. Powtarzając za hasłem tegorocznego Transatlantyk Festival, jak należy taką transformację rozpatrywać – jako przebudzenie czy tylko wstrząs? Co dla Pana taka transformacja oznacza?

Zbigniew Zamachowski: Szczerze mówiąc, wolałbym, aby w moim życiu już zbyt wielu takich transformacji nie było. Może to domena mojego wieku, że cieszy mnie stabilność i nie lubię się adaptować do trudnych i nieznanych warunków, na które nie mamy wpływu. Gdyby natomiast obecną sytuację na świecie zbliżyć do tej z filmu „Zawrócony”, to Kazimierz Kutz celowo nie użył w tytule słowa „nawrócony”, bo bardziej tu chodzi o człowieka, który właśnie „zawraca”, odbijając się od ściany do ściany. Mój bohater Tomasz Siwek jest kimś wrzuconym w nowe okoliczności, w których próbuje się odnaleźć i w których radzi sobie raz lepiej, raz gorzej. Stara się w zastanej rzeczywistości umościć tak, aby stała się przyjazna czy w ogóle możliwa do życia. Ja natomiast różnych tego typu zwrotów nieco się obawiam.

Czy zatem historia Tomasza Siwka pozostaje dla nas aktualna?

To opowieść uniwersalna. Ludzi, którzy konwertują swoje poglądy, jest dookoła multum. I nie zawsze są to chlubne przykłady, ponieważ pomimo słynnego powiedzenia, że „tylko krowa nie zmienia poglądów”, jakiegoś światopoglądu jednak warto się trzymać i go sobą reprezentować, modyfikując go, oczywiście, w kontekście tego, co nas otacza. Ale taka wolta, jaką wykonuje Tomasz Siwek, niekoniecznie z własnej woli, w naszych czasach nie musi być czymś dobrym.

Jak Pan wspomina Kazimierza Kutza I współpracę z nim z tamtych lat?

Można by o tym niezłą książkę napisać, jestem przeszczęśliwy, że go na swojej drodze spotkałem. Świadomie mówię o nim zwykle jako o Kaziu, bo był właśnie takim cudownym Kaziem. Mam nadzieję, że gdyby żył, mógłby mi się zrewanżować podobną opinią. Zrobiliśmy razem mnóstwo rzeczy, filmów i spektakli, w tym teatry telewizji. Kazio obsadził mnie np. w „Kartotece” Tadeusza Różewicza, co stanowiło dla mnie ogromne przeżycie, bo to jest przecież kanon dramaturgii polskiej, oraz w „Śmierci komiwojażera” w doborowej obsadzie (m.in. Janusz Gajos, Anna Seniuk, Wojciech Malajkat, Emilian Kamiński) i gdyby nie zamknięto nam sceny Teatru Małego, filii Teatru Narodowego, pewnie gralibyśmy ją do dziś. Tak więc Kazio dał mi radość w moim zawodzie, a także radość życia, choć z uwagi na różnicę wieku nie śmiałbym powiedzieć, żeśmy się przyjaźnili. Niemniej traktowałem go trochę jak swojego ojca i wielokrotnie się go radziłem zarówno w sprawach zawodowych, jak i prywatnych. Mieszkaliśmy przez jakiś czas niedaleko siebie, co sprzyjało naszym kontaktom. Kazio jest w mojej pamięci wiecznie obecny.

Ma Pan wiele ról na koncie. Jakich ról Pan teraz szuka i co musi być takiego w roli, aby chciał się Pan jej podjąć?

Jeśli już dostaję jakąś rolę w tej całej pandemii, to w ogóle jestem szczęśliwy, chociaż nie oznacza to, że biorę wszystko, co mi wpadnie w ręce, bo aż takiej brawury w sobie nie mam. Lecz ten zakres ról nie jest już tak wielki, jak bywał kiedyś, ja się i trochę starzeję, i też moje miejsce powoli zajmują inni, to jest normalne i tak ma być. Kryteria są jednak bardzo proste. Kieruję się przede wszystkim intuicją. Scenariusz jest dla mnie partyturą, ciekawi mnie, kto go wyreżyseruje i czy taka rola da mi szansę na to, abym przede wszystkim usatysfakcjonował samego siebie, aby to nie była kalka czegoś, co już wcześniej zrobiłem, i czy to w moim odczuciu może być interesujące dla widza, który pójdzie do kina lub zobaczy dany projekt w telewizji.

Muszę na koniec o to zapytać. Pana ścieżka artystyczna zaczęła się od muzyki, która po dziś dzień Panu towarzyszy. Kiedy znów Pana usłyszymy?

Jeżdżę po kraju z recitalem, który nosi tytuł „Piosenki nie tylko o miłości”. Następny przystanek to Głogów 28 października i Lubin 4 listopada. Jednak w pandemii wszystko jest możliwe, a raczej wszystko powoli staje się niemożliwe, więc kto wie, co będzie…

 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów