Jak brzmi rabarbar [rozmowa z Pawłem Romańczukiem, twórcą zespołu Małe Instrumenty]

16.11.2022
Male Instrumenty

W pracowni Pawła Romańczuka, kompozytora, twórcy zespołu Małe Instrumenty, oprócz rzeczywiście małych instrumentów są też całkiem pokaźne. Bo Małe Instrumenty to pewien szyld. – „Małe” to metafora wszystkiego, co degradowane, nieporadne, pomijane, ograbione z wartości – mówi muzyk, który 18 listopada o godz. 22:00 wystąpi w klubie Palladium na Festiwalu Eufonie . Usłyszymy jego autorskie interpretacje utworów z regionu Austro-Węgier oraz kompozycje zainspirowane śpiewem ptaków.

 

Wywiad oryginalnie ukazał się w Presto #30

 

Monika Jazownik: Napisałeś książkę o historii toy piano, zgromadziłeś imponujący zbiór tych instrumentów – aż 300 egzemplarzy! Niebawem w centrum Wrocławia otworzysz jedyną na świecie galerię toy piano. Pokochałeś ten mały instrument? 

 

Całym sercem! Toy piano to nie tylko fascynujące brzmienie. Interesuje mnie kultura tego instrumentu jako przedmiotu, również na poziomie designerskim, konstrukcyjnym.

 

Widzisz w toy piano jakiś potencjał wykonawczy, który zaowocowałby poważną, wirtuozowską literaturą na ten instrument?

Z pewnością tak. Literatura już nawet istnieje, jest również całkiem sporo artystów, którzy wyspecjalizowali się w toy piano. Mam tu na myśli choćby pianistkę z Singapuru, która swoją karierę rozwijała w Stanach Zjednoczonych; nazywa się Margaret Leng Tan i już w 1992 r. wydała płytę „The Art of the Toy Piano”. W Polsce nie ma jeszcze takich toy pianistów. Bardzo by mi zależało na tym, żeby kultura tego instrumentu się rozwijała.
 

Jakie światy dźwiękowe są Ci najbliższe?

 

Najbliżej mi do działań awangardowych. One mają na celu odkrywanie nowych estetyk brzmieniowych. I tutaj posłużę się przykładem... rabarbaru, który jest moim ulubionym warzywem. Rabarbar ma smak słodko-kwaśny. Z jednej strony kojarzy mi się z czymś, co rajcuje moje podniebienie, a z drugiej strony wykrzywia mi gębę.
 

Czyli w rabarbarze mam szukać analogii do Twoich preferencji estetycznych?

 

Może tak być. Bo w wymiarze muzyki interesują mnie rzeczy sprzeczne ze sobą. Szukam pięknych, wspaniałych brzmień, ale nie wśród legendarnych fortepianów i wiolonczel, tylko wśród obiektów, które nie zawsze można określić jako instrument. To pierwsza sprzeczność. Druga jest taka, że z jednej strony chcę opowiadać muzyką rzeczy bardzo poważne, a z drugiej strony czuję potrzebę puszczania oka, łamania tej powagi.
 

Dodałabym jeszcze jedną opozycję, którą naznaczona jest Twoja twórczość, mianowicie ciężar-lekkość w wymiarze jakości estetycznych. Z jednej strony są delikatne dźwięki (określasz je często jako ażurowe), z drugiej – niepokój, który budzą. Gdy słucham utworów Chopina w Twojej toypianowej interpretacji, uśmiech szybko mi znika z twarzy. Doświadczam dojmującej ciężkości bytu, kiedy mazurki brzmią jak boleśnie utykające walce.

 

Jednak nie można im odmówić delikatności. Jest w tym też metoda konia trojańskiego. Pierwsze skojarzenie może być zabawne, ale chodzi o coś więcej – ciekawy eksperyment z niejednoznacznym finałem.

Powiedziałeś kiedyś, że przypadkowość bardzo pasuje do małych instrumentów. Jak ona stwarza Twój muzyczny świat, na ile dajesz jej wolną rękę?

 

Tu znowu odzywa się moja słodko-kwaśność. Raz jest bardzo kontrolowanlie, a raz bardzo przypadkowo.
 

A kiedy łączysz drucik z kulką i sprężynką, to taki zestaw niesie efekt kontrolowany czy przypadkowy?

 

To zależy. W działaniach „samoróbkowych” – bo tak nazywam te prace – tkwi wiele odkryć i porażek, których natura jest przypadkowa. Już samo stworzenie instrumentu przynosi satysfakcję, choć nie zawsze daje on superatrakcje dźwiękowe. Czasem jednak powstanie instrument, który niesie nowe możliwości.
 

Czujesz się potomkiem Luigiego Russolo?

 

O, tak, nawet robiłem projekt na stulecie jego manifestu.
 

No tak, „Złomowisko”. Twoja muzyka jest sztuką hałasu?

 

Niekiedy bardzo! Staram się akceptować i układać z tych wszystkich nietypowych dźwięków frapujące struktury. Jeśli zarządzam tą rzeczywistością, np. zaaranżuję pracę szurających kamieni, potraktuję je jako element utworu muzycznego, to jest to dla mnie sztuka hałasu. Oczywiście nie jestem takim radykałem, jak Russolo! Chociaż niektóre z instrumentów w mojej pracowni bazują bezpośrednio na jego pomysłach. Tu znów ujawnia się moja słodko-kwaśna sprzeczność, bo przecież uważam się za zdeklarowanego melodystę. Jednocześnie alternatywą dla tonalnego świata jest czasem muzyka pozbawiona jakichkolwiek związków melodyczno-harmonicznych, gdzie dostajemy produkt dźwiękowy nie wiadomo jaki.
 

A na rabarbarze byś zagrał?

 

No... chyba nie.
 

Dlaczego? Przecież to obiekt, do tego słodko-kwaśny. Pomyśl, jaki to mógłby być dźwięk.

 

Rabarbar jest dość głuchy, bo za mało w nim sprężystości, dźwięk by nie wibrował odpowiednio. Chociaż, gdyby rabarbar wysechł na wiór i stałby się twardym patykiem... Hmm, ale wtedy brzmiałby podobnie jak każdy patyk, czyli mało zjawiskowo.
 

Jednak potrafisz sobie wyobrazić tę barwę.

Oczywiście, że tak!

A jak słuchasz muzyki? Czy w trybie kojąco-uspokajającym, czy raczej zawsze masz w głowie włączony analizator?

Nie używam muzyki do odprężania się. Żeby muzyka dotarła do mnie i wytworzyła jakość emocjonalną, muszę dać jej szansę, muszę być skupiony i uważny. Kiedy słucham utworów fletowych Salvatore Sciarrino, to połowa świstów i ulotnych artykulacji powietrznych zginie, gdy będę zmywał naczynia, przeglądał Facebooka czy układał skarpety w szufladzie.
 

Słuchasz Mozarta?

 

Nie słucham. Nudzi mnie.
 

Barbarzyńca! Geniusz Mozarta Cię nie zachwyca?!

 

No nie zachwyca! Ta muzyka jest dla mnie zbyt przewidywalna. Struktury dźwiękowe i harmonia się pięknie i idealnie przelewają, ale to nie budzi we mnie żadnego zaciekawienia.
 

Słyszę ironię. Czyli muzyka musi jakoś drażnić, żeby Cię przewiercała?

 

Tak. Musi dawać mi jakąś pożywkę, żebym chciał się na niej skupić.
 

Powiedziałeś wcześniej, że w muzyce szukasz pięknych, wspaniałych brzmień. Jakie to brzmienia?

 

O, np. taki daxophone. Jak dla mnie ma barwę zjawiskową, która sprawia, że jestem tego dźwięku apologetą.
 

Jak wygląda dzień Pawła Romańczuka? Przychodzisz do pracowni z majaczącymi w głowie dźwiękami i zabierasz się do ich „kombinowania”?

 

Najpierw potrzebny jest dyskurs intelektualny z samym sobą, taka „namówka”. Sporo czytam, przeglądam literaturę dotyczącą instrumentów, szukam informacji w internecie, słucham muzyki, piszę nuty, gram na instrumentach, i to wszystko pracuje w głowie. Czasem pojawia się np. taka myśl, by wyciąć z płyt granitowych plastry sztabek i zbudować własny litofon. Szukam kamieniarza, on wycina sztabki, sprawdzam efekty.
 

Z tego samego granitu ktoś tworzy nagrobki, a ktoś inny dźwięki?

 

Nie wszystkie, ale sporo pomników nagrobkowych ma dźwiękowy potencjał.
 

Chodzisz na cmentarz szukać dźwięków?

 

Może niespecjalnie, ale skoro nikt nie zabrania opukiwania płyt nagrobkowych, to warto sprawdzić, jak brzmią. Wszędzie, gdzie jesteś, możesz znaleźć frapujące dźwięki! Odnajdywanie ich jest moją drogą życiową. Czasem jest odwrotnie – szukasz odpowiedniego źródła dźwięku i odkrywasz grabie z pięknie sprężynującymi zębami.

Nad czym obecnie pracujesz?

Płyta będzie nazywała się „Chladni”. To projekt, do którego po raz kolejny zaprosiliśmy osoby niesłyszące i niewidome. To taka idea, by muzykę uzależnić od ich decyzji. Tym razem będziemy się komunikowali za pomocą figur Chladniego (od nazwiska Ernsta Chladniego, niemieckiego fizyka i geologa). Zjawisko odkryte w XVIII w. jest bardzo ciekawym narzędziem do posługiwania się kształtem wizualnym dźwięku. 


 

Chciałbyś być jak Luis Bernard Castel, XVIII-wieczny jezuita, któremu marzył się klawesyn dla oczu, by osoby głuchonieme mogły wyobrażać sobie muzykę i czerpać z niej radość?

Czerpanie radości z obcowania z dźwiękami jest ogromne i chciałbym się nią dzielić. Myślę, że dla uczestników tych projektów-eksperymentów to ciekawa podróż do świata muzyki. Ja z kolei zaspokajam swoją chciwość dotyczącą nowych sytuacji w muzyce, nowych struktur muzycznych. To niesamowite, że osoby niewidome zwracają uwagę na takie detale dźwiękowe, których ja uczyłem się przez całe lata! 


Dowiedz się więcej! Posłuchaj wywiadu z Pawłem Romańczukiem w ramach Podcastu Festiwalowego!

 

Paweł Romańczuk. Ur. 1975, muzyk, kompozytor, od 2006 r. rozwija poszukiwania w dziedzinie nietypowych źródeł dźwięku. Założyciel wrocławskiej grupy Małe Instrumenty. Jest autorem muzyki do filmów, spektakli teatralnych. Buduje własne instrumenty, konstrukcje grające, tworzy instalacje dźwiękowe. W 2010 r. opublikował pierwsze opracowanie historii toy piano. W 2013 r. napisał podręcznik „Domowe eksperymenty z instrumentami muzycznymi” wydany wraz z albumem Małych Instrumentów „Samoróbka”, poświęcony edukacji w zakresie własnoręcznego budowania eksperymentalnych instrumentów muzycznych. Jest autorem nowatorskich działań muzycznych z osobami niesłyszącymi i niewidomymi. Prowadzi warsztaty, prezentacje, wykłady oraz organizuje wystawy związane z instrumentami i eksperymentami dźwiękowymi.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji:

Teresa Wysocka , teresa.wysocka [at] prestoportal.pl +48 579 667 678

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.