Jest ratunek dla kultury? [opinie na temat opłaty reprograficznej]

fot. Pixabay

Od wielu lat toczy się dyskusja na temat opłaty reprograficznej czy inaczej – opłaty od czystych nośników. Mamy tu dwie strony. Jedną są twórcy, wykonawcy, dostarczający treści, z których korzystamy jako odbiorcy kultury, sztuki, rozrywki. Druga to producenci i importerzy sprzętu elektronicznego, na którym tworzone treści się konsumuje: ściąga, odtwarza, słucha, ogląda, czyta. Padają duże liczby i groźby. Postanowiliśmy więc zapytać o zdanie osoby zaangażowane w sprawę uregulowania opłaty od czystych nośników.

Od początku. Opłatę od czystych nośników pobiera się od producentów i importerów sprzętu umożliwiającego kopiowanie utworów na własny użytek. Jest ona formą wsparcia twórców jako rodzaj rekompensaty za utratę wynagrodzenia z powodu powielania przez odbiorców utworów artystycznych. Pieniądze pochodzące z opłaty trafiają do autorów i artystów za pośrednictwem organizacji zrzeszających poszczególne grupy twórcze.

Opłata obowiązuje w Polsce lat 90. XX w., a w innych krajach Unii Europejskiej nawet kilkadziesiąt lat dłużej. Jakie przedmioty i urządzenia są nią objęte? To np. kasety magnetofonowe, kasety VHS, płyty CD i papier do kopiarek. Wraz z rozwojem technologii opłatą objęto pendrive'y, twarde dyski, karty pamięci. W Polsce listę urządzeń przestano aktualizować w 2008 r. Jesteśmy jedynym krajem UE, w którym opłata nie jest pobierana od tabletów, smartfonów i telewizorów smart. Ma się to zmienić wraz z wprowadzeniem ustawy o statusie artysty zawodowego, nad którą pracuje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Na jej podstawie zostanie powołany Fundusz Wsparcia Artystów Zawodowych, który ma być finansowany właśnie ze środków z opłaty reprograficznej, nałożonej również na nowoczesne urządzenia. Do zadań funduszu będzie należało m.in. zapewnienie wsparcia finansowego twórcom w trudnej sytuacji materialnej oraz stworzenie systemu ubezpieczeń zdrowotnych i społecznych dla artystów, którzy obecnie pozostają poza systemem ubezpieczeń i ochrony zdrowia czasowo, albo na stałe, gdy nie są w stanie opłacać sobie samodzielnie składek ze względu na nieregularne przychody przy jednoczesnych stałych kosztach utrzymania.


Jan Młotkowski, fot. Wojciech Druszcz i Jacek Barcz

Wspierać twórców powinien też biznes

Jan Młotkowski. Przewodniczący Grupy Ekspertów ds. Komunikacji CISAC

Polska, nie aktualizując przez kilkanaście lat rozporządzenia w sprawie opłaty reprograficznej, jest ewenementem w UE. Widać wyraźnie, że kolejne ekipy rządzące, niezależnie od opcji politycznej, przyjęły postawę wasala wobec koncernów technologicznych. Kolejni ministrowie kultury, zamiast odważnie i zdecydowanie występować w interesie środowiska twórczego, ustępowali pod naciskiem czy wręcz szantażem wielkiego biznesu. Zmienia się to teraz, a i tak nie wiadomo, czy determinacja obecnego resortu kultury przyniesie poprawę sytuacji. Przekonamy się o tym w najbliższym czasie.

Rekompensata dla twórców jest konieczna dlatego, że to sprawiedliwy i powszechny model wsparcia kultury. Poza tym Polska jako kraj członkowski UE jest zobligowana do zapewnienia jej twórcom na mocy dyrektywy o społeczeństwie informacyjnym InfoSoc. Co więcej, te środki powinny trafić do twórców z nawiązką – za wszystkie ubiegłe lata, kiedy rekompensata była tak naprawdę fikcją, gdyż była oprowadzana od urządzeń, które de facto wyszły lub wychodzą z użycia. Współczesny model korzystania z kultury opiera się na dostępie do treści na urządzeniach mobilnych. Widać to zwłaszcza w czasie pandemii. Jeśli nie zadbamy o to, by twórcy dostawali wsparcie od biznesu, który popyt na swoje urządzenia buduje dzięki zapotrzebowaniu użytkowników na treści, skazujemy polskie środowisko artystyczne na stopniową pauperyzację, która zresztą już od dawna postępuje.

Rząd pracuje obecnie nad systemem zabezpieczeń socjalnych dla artystów. Stabilne finansowanie takiego funduszu zapewni opłata wnoszona przez producentów smartfonów i tabletów. Znamy przykład Hiszpanii. Rząd w pewnym momencie pod naciskiem biznesu wziął na siebie wypłacanie rekompensaty dla twórców i przestał ją wypłacać, kiedy zaczął się kryzys finansowy. Jeśli Polska zrobi ten sam błąd, długofalowe finansowanie funduszu stoi pod znakiem zapytania i będzie zależne od bieżącej, zmiennej koniunktury i politycznych kaprysów.

W 2015 r. społeczeństwo było straszone wzrostem cen, a wtedy chodziło o opłatę ekologiczną dotyczącą sprzętu AGD. Nic takiego się nie stało. Ustawa weszła w życie, a ceny pralek i lodówek nie wzrosły. Społeczeństwo ma dzięki temu lepszy, ekologiczny model utylizacji starego sprzętu. W kwestii kultury musi być podobnie: wsparcie państwa jest niezwykle ważne, ale wspierać twórców musi też biznes, który pośrednio zarabia ogromne pieniądze właśnie dzięki twórczości.

Jak pokazują doświadczenia innych państw w Europie, ceny nie wzrastały z powodu opłaty reprograficznej. W wielu krajach urządzenia są tańsze niż w Polsce mimo obowiązywania tam tej opłaty. Nie tyle nominalnie, ile gdy się weźmie pod uwagę średnie zarobki obywateli. Tymczasem przedstawiciele koncernów przekonywali kiedyś, że elektronika w Polsce jest najtańsza w UE, a marże importerów minimalne. Straszyli opłatą, która może wynieść nawet 6 proc., co spowodowałoby wzrost cen o 300–600 zł. Ani ZAiKS, ani żadna inna organizacja zbiorowego zarządzania w Polsce nigdy nie optowała za opłatą w wysokości 6 proc. MKiDN również zapowiedziało, że opłaty będą zdecydowanie niższe niż 6 proc. W Polsce ich średni poziom to 1,5 proc. ceny urządzenia. Jeśli 1,5 proc. ceny urządzenia to 600 zł, to musiałoby ono kosztować 40 tys. zł (czterdzieści tysięcy złotych)! Na tym przykładzie widać skalę manipulacji i zastraszania społeczeństwa.


Stanisław Trzcinski, fot. Karpati & Zarewicz

Pieniądze powinny zostać w Polsce

Stanisław Trzciński, kulturoznawca, dziennikarz radiowy, właściciel STX Music Solutions

Dyskutując o ustawie reprograficznej, trzeba wziąć pod uwagę trzy argumenty. Pierwszy – zdroworozsądkowy. Polska ustawa reprograficzna obejmuje listę nośników, która ostatni raz była aktualizowana 12 lat temu. W przypadku technologii to jest epoka. To oczywiste, że listę nośników należy zaktualizować. Drugi – prawny. Urządzenia, na których możemy przechowywać dzieła twórców, zgodnie z prawem podlegają opłacie reprograficznej. Smartfony i tablety są takimi urządzeniami, więc także powinny jej podlegać. Tu nie ma o czym dyskutować. I wreszcie trzeci argument – moralny, czyli temat najbardziej rozgrzewający internetowe fora. Co by było sprawiedliwe? To już bardziej złożona sprawa. Chociaż wszyscy doskonale wiemy, że dystrybucja kultury przeniosła się do świata wirtualnego i nie zostało to w żaden sposób uregulowane prawnie ani finansowo.

Spójrzmy jednak najpierw na ok. 60-tys. grupę polskich artystów, z których większość nie jest objęta żadnym ubezpieczeniem. Nie pracują na etacie (coraz mniej instytucji kultury oferuje taką formę zatrudnienia), nie odprowadzają składek do ZUS, są freelancerami, żyją od zlecenia do zlecenia. Pandemia, odcinając większość artystów od źródeł zarobku, sprawiła, że ich dotąd niepewna sytuacja finansowa stała się wręcz dramatyczna. Ta sama pandemia sprawiła, że kultura przeniosła się do sieci, gdzie możemy z niej korzystać, za pośrednictwem m.in. tabletów i smartfonów, w dużej mierze za darmo. Nic też nie wskazuje na to, żeby po ustąpieniu pandemii kultura miała zniknąć z internetu. Będzie tam obecna i dostępna.

Teraz spójrzmy na kwoty. Około 300–400 mln zł rocznie tracą polscy twórcy z powodu braku uaktualnienia zasad opłaty reprograficznej. To jest tyle samo, ile ZAiKS uzyskuje rocznie dla swoich twórców z tytułu tantiem od radia, telewizji i serwisów internetowych. Drugie tyle. Pomnóżmy tę kwotę przez blisko dziesięć lat, kiedy rozporządzenie Ministra Kultury nie było uaktualniane – są to wielomiliardowe straty. Te pieniądze powinny zostać w Polsce. A krok ten skutecznie blokowało lobby producentów sprzętu elektronicznego, które jest w Polsce silniejsze niż lobby twórców. Padały różne alarmujące i chwytliwe hasła, np. „nie płacę za pałace”. Czy naprawdę trzeba komuś tłumaczyć, że zaledwie niewielki procent twórców to popularni i świetnie wynagradzani artyści estrady? Albo „nowy podatek od smartfonów”. Po pierwsze – nienowy, opłata reprograficzna istnieje w Polsce od 25 lat. To, co ma się zmienić, to objęcie tą opłatą urządzeń smart i podniesienie górnej granicy opłaty z 3 proc. do 6 proc. ceny urządzenia. Dzięki tym zmianom możliwe będzie uchwalenie nowej ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego, która zapewni twórcom podstawowe ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne.

Po drugie – to nie jest podatek, te pieniądze nie trafią do budżetu państwa. Połowa wpływów z opłaty reprograficznej zostanie przekazana na Fundusz Wsparcia Artystów Zawodowych (nie jest to instytucja związana z ZUS), a druga połowa zostanie rozdysponowana pomiędzy twórców za pośrednictwem OZZ, czyli organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Co ważne, a chyba nie do końca oczywiste – wpływami z opłaty reprograficznej będzie dysponowało kilkanaście organizacji reprezentujących rozmaite dziedziny sztuki i nauki: nie tylko twórców, lecz także wykonawców. Te organizacje dzielą wpływy procentowo, według badań konsumenckich, gdzie się sprawdza, w jakim stopniu ludzie z jakiego rodzaju sztuki na jakich urządzeniach korzystają. To właśnie dlatego organizacje związane z muzyką nie chcą się zgodzić na pominięcie jakiegokolwiek urządzenia smart w ramach prac nad nową ustawą.

Jeśli chodzi o smartfony – tak, powinny zostać objęte opłatą reprograficzną, ale nie będzie to 6 proc., bo to jest tzw. limit górny. Każde urządzenie i materiał obejmują oddzielne rozporządzenia ministra, które wydawane są również na podstawie badań konsumenckich. Opłata od smartfonów zapewne nie przekroczy 2–3 proc.

A kto za to zapłaci? Producenci sprzętu elektronicznego. Opłata zabierze niewielką część ich marży. Twierdzenie, że opłata spowoduje podniesienie cen, to groźba bez pokrycia. Polska ma już jedne z najwyższych cen sprzętu elektronicznego w Europie, nie mogą więc one jeszcze wzrosnąć, bo nie udałoby się powstrzymać zalewu rynku urządzeniami importowanymi z zagranicy. Jak ocenili naukowcy z Niemiec, ale też badacze z naszego ministerstwa – na ceny urządzeń na wolnym rynku wpływa kilka czynników. A opłata reprograficzna jest jedynie elementem jednego z nich. Podczas pandemii to właśnie producenci sprzętu elektronicznego, w tym wielkie chińskie koncerny, podnieśli w Polsce ceny komputerów, laptopów, kart graficznych czy kamerek internetowych, nawet o 200–300 proc., wykorzystując ten najtrudniejszy rok do nabijania sobie zysków. Zmusili będących w tarapatach finansowych Polaków, w tym rodziców dzieci, do nadmiernych wydatków. Lobbyści z Cyfrowej Polski, zamiast negocjować obniżenie tych cen, lobbują teraz, by te same firmy zbiły na własnych rodakach jeszcze większy majątek. Jeżeli w wyniku tych działań polski rząd się ugnie i wyłączy smartfony spod opłaty od czystych nośników, co zredukuje dochody na funkcjonowanie nowej ustawy o połowę, będzie to działanie na szkodę naszego kraju. A polska kultura tego nie przetrwa.


Maciej Zieliński, fot. Bartek Barczyk

Wystarczy jeden podpis

Maciej Zieliński. Kompozytor, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Muzyków RP

Opłata reprograficzna jest wypłacana m.in. twórcom i artystom wykonawcom, w tym muzykom, aktorom, literatom, dziennikarzom czy naukowcom. Ich twórczość jest powielana, za pomocą wielu nowoczesnych urządzeń, na użytek własny użytkowników. To kopiowanie zmniejsza ich dochody. Dzięki opłacie reprograficznej użytkownicy, którzy kopiują utwory na własny użytek, nie muszą za to płacić, a w zamian płacą producenci i dystrybutorzy urządzeń kopiujących. Takie rozwiązanie dostarcza istotne wpływy twórcom różnorodnych treści, np. utworów literackich, naukowych, audiowizualnych czy muzycznych, a także wykonawcom, producentom i wydawcom. Kopiowanie nie oznacza tylko powielania płyt czy kserowania tekstów. Dziś to także przechowywanie materiałów na smartfonach, tabletach i komputerach, które zastąpiły nośniki takie jak płyta CD, DVD czy materiały drukowane. Media streamingowe, dystrybuujące muzykę czy filmy, tworzą kopie, które są przechowywane w pamięci posiadanych przez nas urządzeń. Nawet przy nagraniach tylko „na żywo” w buforze urządzeń powstaje kopia oryginalnego utworu.

Rekompensata, którą zapewnia opłata reprograficzna, jest dzielona na podstawie badań statystycznych. Analizuje się, jakie treści są kopiowane na danym urządzeniu. Na tablecie np. są to częściej materiały audiowizualne niż muzyka, na smartfonach – znacznie częściej muzyka. Na podstawie badań opłata jest przekazywana do organizacji zbiorowego zarządzania właściwych dla danej dziedziny twórczości, np. do: ZAiKS-u, STOART-u, SAWP-u, ZPAV-u, ZASP-u, ZAPA, KOPIPOL-u i wielu innych. Te instytucje dzielą otrzymane środki na podstawie obecności rynkowej twórczości danego twórcy. Logika jest taka, że twórczość, która jest bardziej popularna, jest też częściej kopiowana. Z tego, co wiem, badania są prowadzone nawet w punktach ksero, tak aby rzetelnie sprawdzić, jakie treści są najczęściej kopiowane. Tego typu system działa podobnie w większości krajów Unii Europejskiej.

Artyści czekają, by opisane przeze mnie procedury miały zastosowanie także w stosunku do najnowszych i najczęściej używanych dzisiaj urządzeń służących konsumpcji kultury. Do aktualizacji listy czystych nośników wymagany jest jeden podpis pod rozporządzeniem Ministra Kultury. Jego brak jest tym bardziej bolesny w czasach epidemii. Świat artystyczny, a zwłaszcza wykonawcy, jest teraz w bardzo trudnym położeniu. Przez brak aktualizacji wszyscy uprawnieni twórcy kultury tracą ok. 300 mln zł rocznie, czyli prawie 1 mln dziennie! Rządzący nie podejmują działań w tej sprawie ze względu na dużą aktywność medialną lobbystów reprezentujących zagraniczne koncerny technologiczne. Obecnie próbuje się rozwiązać problem czystych nośników z pomocą planowanej ustawy o statusie artysty zawodowego. Proces legislacyjny jest jednak niesłychanie długi i na jego zakończenie możemy czekać latami. Środowiska artystyczne coraz częściej dyskutują o wstąpieniu na drogę sądową i uzyskaniu w ten sposób zarówno aktualizacji listy czystych nośników, jak i należności za okres, w którym lista nie była aktualizowana. Niestety przez ten czas polscy twórcy, wykonawcy, wydawcy i producenci stracili już ok. 3 mld zł, a kwoty te, zamiast wzmocnić polskich twórców kultury, zasiliły kasę dalekowschodnich koncernów.

Lobbyści walczący przeciwko aktualizacji dysponują ogromnymi funduszami gigantów technologicznych, którym środowiska artystyczne nie są w stanie sprostać. W związku z tym ZIPSEE „Cyfrowa Polska” od lat z sukcesem wstrzymuje podpis Ministra Kultury. Zawsze gdy aktualizacja wydaje się bliska, organizacja ta uruchamia kampanie medialne wypełnione nieprawdziwymi informacjami na temat opłaty reprograficznej. Dowiadujemy się np., że ta opłata to podatek, że po aktualizacji ceny smartfonów wzrosną, a nawet że opłata reprograficzna zatrzyma rozwój technologiczny w naszym kraju. Jest to obliczone na przestraszenie Polaków i zbudowanie narracji, która przestraszy również rządzących. Lobbyści twierdzą, że producenci i dystrybutorzy mają bardzo niską marżę, która nie pozwala im na opłacanie dodatkowych świadczeń, i straszą Polaków wzrostem cen. Prawda jest jednak taka, że w związku z opłatą reprograficzną nie zaobserwowano dotychczas wzrostu cen ani w Polsce, ani w Unii Europejskiej. Trzeba też zauważyć, że Polska jest częścią wewnątrzwspólnotowego rynku, na którym ceny są wyrównane. W 23 krajach UE opłata reprograficzna jest odprowadzana od uaktualnionej listy urządzeń, a ceny są tam często niższe niż w Polsce. Poza tym smartfony czy tablety podlegają w naszym kraju ciągłym kilkunasto- lub nawet kilkudziesięcioprocentowym promocjom. Jak wytłumaczyć więc fakt, że mocodawcy ZIPSEE są w stanie zaoferować ten sprzęt z dwucyfrową bonifikatą, a nie stać ich na opłacenie średnio 1,57 proc. opłaty reprograficznej?


Zygmunt Miłoszewski, fot. Kuba Celej

Żeby system nas zauważył

Zygmunt Miłoszewski. Pisarz, sekretarz Unii Literackiej, ekspert Ogólnopolskiej Konferencji Kultury

Największym problemem naszego środowiska jest to, że system ubezpieczeń w Polsce w ogóle nie zauważa artystów jako grupy zawodowej. Z punktu widzenia systemu można być pracownikiem zatrudnionym na umowę o pracę. Można też być przedsiębiorcą, rolnikiem, księdzem, pracować na zlecenie. Można mieć wolny zawód, jeśli jest się lekarzem lub prawnikiem. Można nawet być bezrobotnym. Jednak że można być artystą freelancerem – tego system nie przewiduje i na taką sytuację nie ma w nim rozwiązań.

Teoretycznie zawsze można założyć firmę, ale jest to bardzo kosztowne dla artysty, którego działalność, w przeciwieństwie do działalności „standardowego” przedsiębiorcy, często nie jest ukierunkowana na zysk. Oczywiście, jak patrzymy na znanych pisarzy, aktorów i piosenkarzy, to można pomyśleć, że artyści to bardzo bogata grupa zawodowa. Tak nie jest. Badania pokazują, że ogromna część artystów zarabia poniżej średniej krajowej, a kilkadziesiąt procent – wręcz poniżej wysokości pensji minimalnej. Stąd się wzięły nasze rozmowy z rządem o tym, żeby artystów jakoś ująć w systemie ubezpieczeń społecznych.

Pierwszym i najważniejszym krokiem jest to, żeby system zauważył, że tacy ludzie w ogóle istnieją. Trzeba ustalić dla nich wysokość składki ZUS zamiast na siłę próbować zaliczyć artystów do grona przedsiębiorców. W następnej kolejności należy pomóc tym, których nadal nie stać na to, żeby te składki opłacić. Moglibyśmy się tutaj zwrócić o pomoc do państwa, które przecież w ten czy inny sposób wspiera różne grupy społeczne, dajmy na to rolników. Doszliśmy jednak do wniosku, że zamiast wyciągać rękę po pieniądze podatnika, moglibyśmy ten system wsparcia sfinansować z pieniędzy, które i tak nam się należą – czyli z wpływów z rekompensaty dla artystów, drobnej opłaty ponoszonej przez producentów i importerów urządzeń, które mogą służyć do udostępniania dóbr kultury. To działa w Europie i na świecie od czasów powojennych, kiedy technologia zaczęła pozwalać na kopiowanie naszej pracy. Zamiast podzielić te wpływy pomiędzy wszystkich artystów, chcielibyśmy, aby w pierwszej kolejności wspierały one ubezpieczenia tych najuboższych – poprzez Fundusz Wsparcia Artystów Zawodowych.

Teraz, aby było jasne – o ile zostać zakwalifikowanym do grupy zawodowej artystów będzie prosto (wystarczy mieć określony dorobek artystyczny), o tyle fundusz ma być systemem wsparcia dla artystów zawodowych, czyli dla ludzi, którzy utrzymują się ze swojej twórczości, a nie np. dla nauczycielki, która raz w życiu wydała tomik poezji. Podkreślam, że na żadnym etapie nikt nie określa, czy nasza sztuka jest ładna czy brzydka. Musimy mieć dorobek, żeby wejść w system, a potem zadeklarować raz na trzy lata odpowiednie dochody z działalności artystycznej, żeby się w nim utrzymać.

Długo pracowaliśmy razem z ministerstwem i Narodowym Instytutem Fryderyka Chopina, który koordynował pracę, nad sformułowaniem propozycji tej ustawy. Co ciekawe – więcej sporów było wewnątrz samego środowiska artystycznego niż pomiędzy artystami a ministerstwem. Teraz mogę szczerze powiedzieć, że proponowane rozwiązanie jest dobre i ma szansę skutecznie działać. Oczywiście trudno jest przewidzieć w tym momencie absolutnie wszystkie sytuacje, to start nowego systemu, skuteczność rozwiązań będzie oceniał nie tylko minister, ale także rada artystów wybranych ze stowarzyszeń twórczych. Przyznaję, że czekamy na te ustawę tak naprawdę od 1989 r., a teraz w pandemii czekamy wyjątkowo, bo nasze środowisko, powiem wprost, wpadło z biedy w nędzę, większości z nas od roku de facto nie wolno zarabiać. Na szczęście wygląda na to, że ostatnio prace nabrały tempa, jest gotowy projekt ustawy, zaakceptowany przez zainteresowane ministerstwa. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, ustawa lada dzień trafi do Sejmu, przejdzie standardową ścieżkę legislacyjną i – mam nadzieję – zostanie uchwalona.

Opłata reprograficzna w liczbach

Polska | niecały 1 milion euro zainkasowany w 2018 r. dla kompozytorów i autorów przez ZAiKS*
Węgry | 10,7 mln euro zainkasowane w 2018 r. przez ARTISJUS* (przy liczbie ludności cztery razy mniejszej niż w Polsce)
Austria | 16,2 mln euro zainkasowane w 2018 r. przez AUSTROMECHANA*
Włochy | 25,8 mln euro zainkasowane w 2018 r. przez SIAE*
Francja | 97,7 mln euro zainkasowane w 2018 r. przez SDRM*

*Organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi w poszczególnych krajach.

Będziemy mieli korzyści z rozwoju kultury

Krystian M. Zieliński. CEO & Founder w firmie It Investments Poland (wypowiedź z 2015 r.)

Pomimo tego, że reprezentuję grupę eksporterów elektroniki (ok. 40 tys. smartfonów miesięcznie), jak najbardziej popieram objęcie tych urządzeń opłatą reprograficzną. Nawet dla nas różnica rzędu 0,5-1 proc. (czyli 15–30 zł od iPhone'a) nie obniży tak bardzo eksportu w stosunku do tego, ile korzyści będziemy mieli, jako Polacy, z rozwoju naszej kultury. W większości krajów UE ceny detaliczne urządzeń są identyczne, więc jedyną stroną, która odczuje dodatkowe opłaty, są importer i eksporter, a nie konsument. Skoro od 2015 r. za całą Europą wprowadziliśmy odwrócenie VAT w handlu hurtowym smartfonami i tabletami, komputerami i konsolami, to dlaczego nie możemy również w tym zakresie dołączyć do Europy i przekazać część zysku artystom?

przygotowali Maria Nowrot i Wojciech Pietrow

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów