Cisza, bezruch, slow motion, emocje
Takie punkty wspólne znaleźliśmy dla spektakli prezentowanych na 9. Polskiej Platformie Tańca. Ruch jest pierwotny względem słów i myśli a taniec to jedyna ze sztuk performatywnych, która angażuje całe ciało do wypowiedzi. Dlatego jest tak ważny.
Za pomocą tańca można wyrazić wszystko, także to, czego język już nie potrafi objąć. Podczas tegorocznej edycji Platformy zobaczyliśmy spektakle, które, dobre i wymagające pod względem formalnym, niosły treści istotne, dawały przestrzeń dla własnych przemyśleń i przeżyć. „Glory Game” w choreografii i z udziałem Dominika Więcka, „Rapeflower” Hany Umedy, „WoW” Marty Wołowiec, spektakl otwarcia „Ekspozycje” Marii Stokłosy, „My Home. No Home” w wykonaniu i choreografii tancerzy Piny Bausch (z którą pracowali), Nazareth Panadero i Michaela Streckera (to, naszym zdaniem, najlepszy spektakl festiwalu), „The Spell” Marty Kosieradzkiej i Marty-Luizy Jankowskiej zostawiają ślady na dłużej, nawet takie, o których na łamach pisać nie będziemy. Inspirują i prowokują do zadawania sobie pytań, szukania odpowiedzi. Po tych spektaklach wyjeżdżamy z Wrocławia odmienieni. Dość powiedzieć że każdy wieczór kończył się dużym wyczerpaniem emocjonalnym. Nie przekonały nas za to propozycje: Agnieszki Brzezińskiej „who cares”, ani gdańskiego kolektywu Hertz Haus „To bitch or not to bitch”, a zmęczyliśmy się okrutnie podczas „Rooms by the Sea. Ćwiczenia w słuchaniu” Joanny Leśnierowskiej. Po raz kolejny trudne w odbiorze okazały się „Materiały do pokojówek” Jarosława Freta. Łatwiej napisać o ich wiersz, niż relację prozą. Ale, uwaga, to tylko zdanie redakcji Presto.
Platforma to przestrzeń niezwykle różnorodnych doświadczeń, spotkań, warsztatów. Tu przyjeżdżają ludzie z branży oraz miłośnicy i miłośniczki tańca. Punktów widzenia, spostrzeżeń i preferencji odnośnie do sposobów prezentowania tańca zderza się tu wiele. Usłyszeliśmy np. bardzo wiele dobrego o spektaklu „who cares”, propozycja Brzezińskiej od razu spotkała się z zainteresowaniem zespołu jurorskiego, co było to możliwe, bo pierwszy raz dopuszczono także krótsze czasowo formy. Słyszeliśmy bardzo dobre opinie od wiarygodnych osób na temat „Kocham balet” Ramony Nagabczyńskiej. Platforma jest intelektualnym i artystycznym tyglem, na co wskazuje prosty fakt: bilety na niektóre spektakle wyprzedały się już w lipcu. Kilkumiesięczne działania zapowiadające w ramach projektu „Wrocław tańczy!” nie wyczerpały tematu. Wręcz przeciwnie, były rozgrzewką przed kumulacją przypadającą na dni 17 do 20 września. Do Wrocławia przyjechali goście z całego świata.
Polską Platformę Tańca organizuje Narodowy Instytut Muzyki i Tańca, aby zaprezentować najciekawsze zjawiska we współczesnej rodzimej choreografii. W 2026 roku jej współorganizatorem został Wrocław reprezentowany przez Instytut im. Jerzego Grotowskiego. – Platforma daje przestrzeń do refleksji nad kondycją tańca współczesnego, jego potrzebami i przyszłością, a także do zawiązywania sojuszy i wypracowywania wspólnych perspektyw – mówi Joanna Szymajda, dyrektorka NIMiT. Dotychczas Platforma gościła w Warszawie, Poznaniu, Lublinie, Bytomiu, Gdańsku i Łodzi. Kolejne edycje odbywają się w różnych miastach, we współpracy z lokalnymi instytucjami i środowiskami tańca. Współorganizatorzy są wybierani w drodze konkursu, w ramach którego proponują program wydarzeń towarzyszących. Wrocław stanął na wysokości zadania, tworząc kontinuum tańca i tworząc przestrzeń nie tylko dla profesjonalistów, ale także dla miłośników tej dziedziny sztuki. To łączenie środowisk na poziomie międzynarodowym to istotna rola Instytutu. Z rozmów przeprowadzonych podczas Platformy wiemy, że to zadanie wypełniane jest bardzo skutecznie. Zagraniczni dyrektorzy artystyczni festiwali tańca i menedżerowie branży znają nasze zespoły taneczne, choreografów, choreografki i potrafią nazwać charakterystyczne cechy polskiej sztuki tańca, doceniając różne realizowane koncepcje. {KAW}