Agnieszka Strycharczyk: Nie mogłam zrezygnować z życia

fot. Marcin Morawski

O chorobie, nadziei i życiu, które statystycznie powinno zakończyć się już kilka lat temu, opowiada Agnieszka Strycharczyk.

rozmawiają Karolina Sawicka, Kinga A. Wojciechowska

Granica może być rozumiana jako dotarcie do przełomowego punktu w życiu. Często jest nim ciężka choroba, od której, wydawałoby się, nie ma odwrotu. A jednak jesteśmy tu i rozmawiamy.

I mam nadzieję, że moje doświadczenia pomogą tym, którzy są na początku tej drogi. Drogi prowadzącej do przemiany i przewartościowania każdego aspektu życia.

Choroba to wielka tragedia dla mnie i dla moich dzieci. Rak czwartego stopnia z przerzutami, praktycznie do całej jamy brzusznej i do płuc. Cztery operacje, chemia – nieustannie od prawie trzech lat. Ciągły silny ból, na który pomagają jedynie silne leki przeciwbólowe. Brak jelita grubego uniemożliwia w dużym stopniu wchłanianie składników odżywczych, więc kilka razy w tygodniu muszę się dokarmiać za pomocą specjalnej maszynki. O skutkach ubocznych, które powoduje chemia, nie muszę nawet mówić. To wszystko jest bardzo trudne, ale właśnie ze względu na moje dzieci i samą siebie nie mogłam zrezygnować z życia. Gdybym się załamała trzy lata temu, nie dałabym rady przejść pierwszych operacji, nie miałabym tyle uporu, aby znaleźć chirurga, który by się ich podjął. To właśnie nadzieja trzyma mnie przy życiu. Choroba idzie swoją drogą, a ja idę własną. Nadzieja daje siłę, a siła pozwala otworzyć nowe drzwi, za którymi jest więcej czasu tu, na ziemi.

Pamiętasz, co czułaś, gdy usłyszałaś diagnozę?

To był szok dla mnie, nie mogłam w to uwierzyć. Chyba się przestraszyłam, że nie zdążę przekazać moim dzieciom tego, na co do tej pory teoretycznie miałam tzw. całe życie. Tak, właśnie tego się wystraszyłam – że może mnie nie być wtedy, gdy one będą mnie bardzo potrzebowały. Teraz już wiem, że będzie dobrze. Moje dziewczyny dają sobie świetnie radę.

Lekarze czasem pochopnie określają granice możliwości ludzkiego organizmu. Jak się nie poddać, słysząc informację, że właściwie to ma się pięć procent szans na przeżycie?

Jestem statystykiem. I to właśnie bardzo mi pomogło. Każdy człowiek jest inny, nawet ten sam rodzaj raka może inaczej zareagować na leczenie i to daje nadzieję. Zwłaszcza w takim przypadku, jak mój – zaawansowane ostatnie stadium raka rozsianego praktycznie do większości narządów jamy brzusznej. Bardzo trudno się nie poddać w takiej sytuacji, ale poddanie się zabiera tylko cenny czas. Bez względu na to, czy zostało mi kilka tygodni, miesięcy czy lat – ten czas chciałam i chcę wykorzystać jak najlepiej i jak najpiękniej.

Ale jak pomogła Ci statystyka?

Statystyki z pewnością są przybliżeniem rzeczywistości, ale tylko te wykonane w rzetelny sposób, bazujące na poprawnie skonstruowanej próbie i dobrze opisanych parametrach. I powinny to być aktualne statystyki, nie te sprzed 10 czy 15 lat, kiedy leczenie opierało się na innych lekach czy metodach. Organizm ludzki to nie matematyka i lekarze sami przyznają, że czasami nie wiedzą, dlaczego stan zdrowia danego pacjenta się polepszył.

Boimy się śmierci. A właściwie to mało o niej wiemy. Czy nie fetyszyzujemy jej za bardzo?

Śmierć dla wielu osób to bardzo trudny temat. Jako dorośli często za dużo myślimy i przez to komplikujemy różne sytuacje. Dziecko, nawet jak jest chore, wydaje się mieć więcej odwagi i wiary w to, że wyzdrowieje. I pomyślałam, że chcę być jak dzieci, których twarze widuję w szpitalach onkologicznych. Ufne i pełne nadziei, że jednak będzie dobrze. Wtedy zamiast o śmierci zaczyna się myśleć o tym, jak sobie pomóc i co zrobić, aby wyzdrowieć.

Potocznie granica kojarzyła mi się z ekstremum – gdzie więcej już wytrzymać się nie da. Teraz wiem, że się myliłam. Człowiek w trudnej sytuacji często się mobilizuje. Nagle się okazuje, że gdzieś kryją się dodatkowe siły, pozwalające na więcej. Granica się oddala.

Ale Ty jesteś silna z natury! A co z tymi, którzy nie są? Jak pomóc im balansować na krawędzi między życiem a śmiercią, między zdrowiem a chorobą?

Nie ma jednej recepty na to, by być silnym w trudnej sytuacji. Sądzę jednak, że można znaleźć coś, co przynajmniej doda sił w chorobie. To miłość – czy to wynikająca z obecności innych osób czy też z wiary. Prawdziwa miłość daje poczucie bezpieczeństwa i radość z każdej przeżywanej chwili, nawet tak bardzo trudnej.

Niedawno rozmawiałam z przyjacielem, którego mama zmarła na raka. O chorobie najbliżsi dowiedzieli się tydzień przed jej śmiercią. Tak bardzo chciała być dzielna, tak bardzo chciała ich chronić i tak bardzo nie chciała ich martwić, że z chorobą została zupełnie sama. Ty postawiłaś na zupełnie inne podejście. Twoi najbliżsi doskonale wiedzą, co się z Tobą dzieje, niejako chorują razem z Tobą i – cierpią razem z Tobą. Dlaczego ich nie „chronisz”? Dlaczego chcesz, żeby Ci towarzyszyli?

Rodzinę poinformowałam o chorobie dopiero w momencie, gdy miałam już kilka opinii lekarzy, niepozostawiających żadnych wątpliwości. Chciałam mieć pewność, że nie będą się o mnie niepotrzebnie martwili. Jednak nie mogłam ukrywać choroby. Jest ona zbyt widoczna (np. chemia, wypadanie włosów). Ale poinformowałabym rodzinę, nawet gdyby nie było widocznych objawów. Nie chciałam nikogo zostawić w sytuacji bez odwrotu. Nie chciałam odchodzić z zaskoczenia, zostawiając po sobie jakiś niepotrzebny żal, niezałatwione sprawy. Oczywiście, kusiło mnie to, by zaoszczędzić im bólu i strachu. Ale działałoby to tylko do czasu mojego odejścia. Później ból byłby może większy. A ja wiedziałam, że pomogę rodzinie oswoić się z moją chorobą, że pokażę, że można być szczęśliwym, nawet gdy się jest chorym, można nadal kochać i spełniać swoje marzenia pomimo wielu przeszkód.

 

Czy jest coś, co byś w swoim życiu chciała zmienić, naprawić, inaczej zrealizować – jak na to patrzyłaś przed diagnozą i po niej?

Choroba zmieniła mnie w dużym stopniu. Poświęcam teraz czas wyłącznie osobom, które kocham: moim wspaniałym córkom, mamie i przyjaciołom. Nie tracę już czasu na znajomości czy czynności, które nie mają sensu. Myślę, że stałam się lepsza dla samej siebie i dla osób, które kocham.

Wiem tylko tyle, że życie jest bezcenne, każda chwila jest wielkim darem, a choroba pomaga zrozumieć, jak żyć, aby nie stracić nawet minuty z tego, co jest nam dane, pomaga być lepszym człowiekiem.

Gdy się odezwałaś do redakcji, po dość długim milczeniu, od razu, w pierwszych słowach napisałaś, że byłaś chora i było bardzo źle. Że chcesz o tym mówić. Dlaczego ten temat jest taki ważny?

Chciałam o tym mówić, gdyż na oddziałach onkologicznych poznałam wiele osób, czasami w mniej zaawansowanym stadium raka. Często były przepełnione strachem, złością i bardzo głębokim pesymizmem. To normalne – wszystkie te emocje trzeba przejść, aby móc iść dalej. Ale rezygnowanie z życia już na wstępie choroby, zakładanie, że będzie źle – to bardzo osłabia organizm. Zabiera część energii, która jest potrzebna nam – chorym do zdrowienia. Potrzebujemy wiary i nadziei w to, że będzie dobrze. Potrzebujemy osób bliskich oraz zaangażowanych lekarzy, którzy w nas tę wiarę wzmocnią. Potrzebujemy miłości, bo samemu naprawdę jest bardzo trudno.

Ja mam to szczęście, że otoczona jestem wspaniałymi ludźmi, rodziną i przyjaciółmi, którzy każdego dnia są blisko, za co z całego serca chciałabym podziękować.

***

Agnieszka Strycharczyk. Mama dwóch córek (10 i 17 lat), na co dzień pracuje w banku. Dołączyła do redakcji Presto mniej więcej wtedy, gdy zdiagnozowano u niej terminalnego raka (wyrok kilka lat temu brzmiał: dwa miesiące). Jednak dzięki woli i hartowi ducha cały czas walczy, a lekarze w Polsce i we Włoszech nie mogą się nadziwić, skąd w niej tyle siły, energii i radości życia. Agnieszka jest sekretarzem redakcji Presto.

W przygotowaniu wywiadu pomogli: Anna Markiewicz, Maja Baczyńska, Władysław Rokiciński.

Od redakcji: Życie dopisało smutne post scriptum do tego wywiadu. Nasza Agnieszka odeszła 29 marca 2021 r.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Komentarze

Wydaje się niezwykłą osobą.

Wydaje się niezwykłą osobą. Szkoda że nie będzie można jej już poznać. Dobrze że dała innym tyle światła.

Jak dobrze się czyta o takich

Jak dobrze się czyta o takich wspaniałych standardach moralnych wśród dziennikarzy. Zespół redakcyjny PRESTO to piękni i mądrzy ludzie, a dzielna pani Agnieszka pozostanie pewnie w pamięci. Bardzo zasługiwała na Waszą przyjaźń. Życzę całej redakcji wiele jeszcze lat wspólnej działalności w redakcji Presto. .

Życie to Tajemnica. Pan Bóg

Życie to Tajemnica. Pan Bóg widocznie uznał, że czas ją wezwać. Powiedzieć o Agnieszce, że była ZJAWISKOWA.... to nic nie powiedzieć. Jej uroda, sposób bycia, błyskotliwość - trudno sobie wyobrazić, że można spotkać takie osoby.

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 10 (2 głosów)